• Ile jest w tobie ku*wy atencyjnej?

    Nieważne czy zostałaś zgwałcona, piszesz o seksie, przyznajesz się do chorowania na depresję czy w internetach ukazały się twoje nagie zdjęcia. Jeżeli z twojej własnej woli to coś wyciekło i stało się publiczne – niechybnie jesteś kurwą atencyjną. Jeżeli fotki w stroju Ewy wrzucił były chłopak – i tak jesteś kurwą atencyjną. Na dodatek głupią, bo nie wiedziałaś, przed kim nie należy się rozbierać. 

    Dlatego pamiętaj, cokolwiek robisz albo gdy bardzo cierpisz, staraj się być jak najmniej widoczna. Stój w swoim szeregu, bo inaczej przylgnie do ciebie łatka attention whore.

    Od dokładnie dwóch lat jestem widoczna w sieci jako Proseksualna. Od dokładnie dwóch lat dość sporadycznie spotykam się ze stwierdzeniem, że to, co robię, robię, aby wzbudzać zainteresowanie mężczyzn. I że sama proszę się o bycie nazywaną kurwą atencyjną, bo piszę publicznie, jakie lubię wibratory (a jakich nie) i co robimy z chłopakiem w łóżku. Czasami troskliwe trolle są dla mnie łagodniejsze i nazywają mnie tylko ekshibicjonistką.

    Taka już jest społeczna rola attention whore – wywoływać w odbiorcy dysonans poznawczy. Bezustannie igrać z wzorcami zachowań, do których przywykł. Łamać zasady przynależne kobiecej płci.

    Bo kurwa atencyjna to zazwyczaj kobieta. Kobieta, która bez konsekwencji nie może powiedzieć, że ma więcej przyjaciół-mężczyzn niż kobiet, bo z kobietami się po prostu nie dogaduje. Kurwa atencyjna to artystka, która maluje obraz, „znosząc pochwą jajka z farbą”, bo tak naprawdę nie ma nic ciekawego do powiedzenia, więc w geście desperacji robi performance. Kurwa atencyjna to Sasha Grey, która mówi, że lubi smak spermy. Kurwy atencyjne to nie (męska) ekipa Jackass czy facet, który upublicznił domowy film porno z własnym udziałem.

    Zastanówmy się więc: niby dlaczego kobieta miałaby samotnie opłynąć świat dookoła, przebiec maraton, zakolczykować całe ciało, powiedzieć, że nie radzi sobie z własnym dzieckiem do tego stopnia, że wolałaby go nie mieć, napisać publicznie, że lubi rimming? Nie po to, żeby wyrazić dumę z tego, że jej się udało, nie po to, by zainspirować innych, nie po to, by zbadać i przekroczyć granice własnego ciała, nie po to, by udowodnić innym, że nie są w swoich odczuciach, lęku czy upodobaniach osamotnieni. Po to, by zyskać uwagę. Dobrą, złą – nieistotne. Najważniejsze to wywołać reakcję otoczenia.

    Społeczeństwo próbuje nam na każdym kroku udowodnić, że stawianie się w centrum uwagi jest złe nawet wtedy, kiedy naprawdę mamy światu coś do przekazania. Bo bycie kurwą atencyjną to już nie tylko czczy celebrytyzm. Wystarczy, że wywołasz trochę więcej zainteresowania niż (w opinii odbiorców) zasługujesz i po tobie. Nie możesz mieć problemów pierwszego świata typu ilu facetów chce napić się ze mną kawy, bo zaraz ktoś zapyta: „Chwalisz się czy żalisz?”.

    Uwaga należy się tylko „dobrym kobietom”. Tym, które nie szukają zaczepki, nie są jakkolwiek – seksualnie, werbalnie – agresywne, nie próbują wybijać się tam, gdzie się ich nie chce.

    Wystarczy być trochę inną. Wystarczy mieć trochę więcej tego, czego cała reszta pragnie i trochę mniej wstydu, i już jest się na celowniku. Bo najbardziej pożądana reakcja kurwy atencyjnej na nazwanie ją takową? Wycofanie się. Milczenie. Zaprzestanie tych aktywności, które tak irytują chcących naprawiać świat, by nie zbaczał na niebezpieczne tory. I retorycznie jest to chwyt wyborny, bo czegokolwiek kurwa atencyjna nie odpowie, tylko potwierdzi swój status.

    I pomyśleć, że kiedyś – czyli w czasach świetności programów typu reality – kryteria wyznaczające bycie attention whore były nieco bardziej jasne. Określenie tyczyło się ludzi (wszystkich płci) gotowych zrobić dosłownie wszystko, łącznie z samoponiżeniem czy igraniem z własnym zdrowiem i życiem albo krzywdzeniem innych tylko po to, by ktoś inny obdarzył ich uwagą. A obecnie potwierdza się teza, że każda kultura, każdy nurt potrzebuje obcego, by usankcjonować swoją zajebistość, dlatego mizoginia w wydaniu męskim i – jak zawsze boleśnie, jak zawsze prawdziwie – kobiecym potrzebuje kurw atencyjnych w każdej możliwej postaci. Czyli:

    bądź gruba + noś szorty = kurw się dla poklasku.

    Jeżeli więc musisz definiować swoje uprzywilejowane miejsce w świecie, stawiając się w opozycji do kogoś, kto nie ma oporów, by śpiewać głośno, choć nie potrafi, by tańczyć na stole, kiedy ma ochotę, by pokazywać cycki na Marszu Szmat czy uczyć innych, jak zafundować partnerce najlepszy cunnilingus pod słońcem, rób to dalej. Nie tylko moje zapatrzone w siebie i narcystyczne ja potrzebuje takiego przeciwnika.

    A tak w ogóle to woda kokosowa według mnie smakuje jak sperma.

    To co? Hit me with your best shot. Jestem kurwą atencyjną i nie zamierzam milczeć.

    [okładka wpisu]

    This article has 5 comments

    1. Astarte wrote:

      Kurwy atencyjne łączmy się! Sama pozuje do aktów i wiem o czym piszesz. Uwielbiam Twoje teksty i to że edukujesz polki, bo nasza edukacja seksualna ssie. Chwała Ci za to ;)

    2. cafall wrote:

      Czytam to i z każdym następnym zdaniem myślę sobie, że Cię uwielbiam. Jesteś potrzebna!

    3. mg wrote:

      Aaaaa-men! Skojarzyło mi się z (wywołującą często negatywne reakcje) kampanią „Ban bossy”.

    4. Mona wrote:

      Nigdy nie milcz i nie przestawaj byc soba. Dziekujemy za twojego bloga! :)

    5. Nie milcz, proszę. Społeczeństwo uwielbia oceniać, zwłaszcza kobiety. W końcu jakoś się dowartościować trzeba, a gdy nie ma „obiektywnych przesłanek” zostaje zgnojenie innych i tym samym podbudowanie sobie ego.

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr