• Dlaczego zgwałcone kobiety kłamią?

    Dlaczego w opinii społecznej nie można ufać ofiarom gwałtu, bo większość z nich i tak kłamie? 

    Kiedy w „Wysokich obcasach” przeczytałam wywiad (klik) z założycielką fundacji Punkt Widzenia, kobietą, która wielokrotnie doświadczyła przemocy seksualnej ze strony partnera, a następnie komentarze pod tekstem i wokół niego (wiwat media społecznościowe), krew mnie zalała. Dlaczego? Dlatego, że z większości z nich, nie tylko autorstwa mężczyzn, ale i kobiet, pojawia się sugestia, że ofiary gwałtu KŁAMIĄ.

    Oczami wyobraźni widzę taką sytuację: płacząca ofiara i cynicznie uśmiechnięty oprawca, któremu z braku dowodów i tak nikt niczego nie udowodni. Bo ta domowa przemoc seksualna, podobnie jak odbywająca się w czterech ścianach przemoc ekonomiczna, nie zostawiają widocznych śladów, z których dałoby się zeskrobać DNA, zaobdukować i postawić oskarżenie.

    Czasami odnoszę wrażenie, że aby problem przemocy seksualnej i gwałtu uznano za prawdziwy i godny uwagi, musiałby w imieniu ofiar wypowiedzieć się mężczyzna. Najlepiej sprawujący wysoką funkcję i cieszący się autorytetem. Bo tendencja kulturowa jest taka: społeczeństwo nie ufa kobietom. Zaczyna się to od tak prostych sytuacji, jak „chcę rozmawiać z kierownikiem” czy żądania od menedżerki, aby zawołała swojego przełożonego (forma męska nieprzypadkowa). Sama w sytuacji zawodowej w kontakcie z klient(k)ami doświadczałam sytuacji, że po uzyskaniu ode mnie niezbyt satysfakcjonującej odpowiedzi chcieli skonsultować się z moim kolegą, aby coś jednak ugrać, chociaż i mnie, i jego obowiązuje ten sam protokół zachowań. Sytuacja końcowa? Na przykład konferencja „La donna e mobile: prawne aspekty następstw cykliczności płciowej kobiet”, którą pięknie podsumowała Lady Pasztet.

    Bo według stereotypu kulturowego kobiety są niezrównoważone emocjonalnie, zachowują się irracjonalnie, wpadają w histerię, podejmują głupie decyzje, nie wiedzą, czego chcą, a czego nie chcą, a na kobiecą ocenę sytuacji zawsze wpływa cykl miesiączkowy. Te przekonania trafiają na podatny grunt – są portretowane w mediach, serialach, a nawet podłapywane przez same kobiety, bo „to tak bardzo o nas!”. Słowem: wpływają na to, co i jak mężczyźni i kobiety mówią i myślą O KOBIETACH.

    Skoro więc nie można ufać kobiecym emocjom, jakie poparcie w rzeczywistości może mieć fakt, że kobieta twierdzi, że została zgwałcona, czyli padła ofiarą przemocy seksualnej? Pytanie, które bardzo często kieruje się wobec ofiar jest: „Czy masz pewność, że właśnie to się stało?”. W efekcie ofiary molestowania seksualnego oraz gwałtu zaczynają kwestionować własne doświadczenia. Nie wspomnę już o obwinianiu ofiar pytaniami o ubiór, zachowanie czy spożycie alkoholu. Zamiast przekazu „nie gwałć” mamy „nie daj się zgwałcić”.

    Oczywiście nie można też ufać płaczącej ofierze, bo jest zbyt emocjonalna, tak samo, jak nie można ufać ofierze, która nie płacze, bo nie podchodzi do zajścia wystarczająco emocjonalnie.

    Każdy artykuł czy debata publiczną wokół tematu przemocy seksualnej wywołują społeczną paranoję co do domniemanego kłamstwa ofiary! Nikt nie wspomina o tym, że fałszywe oskarżenia o gwałt to niewielki procent zgłoszeń – statystyki są dużo wyższe, gdy idzie na przykład o fałszywe oskarżenia o kradzież czy włamanie.

    To brak zaufania do ofiar powoduje, że sprawcy chodzą bezkarni, a co gorsza, współczuje się im, bo ktoś (w domyśle jakaś psychosuka) chce zniszczyć im życie lub zrujnować karierę. Panuje bardzo powszechne przekonanie, że ofiara gwałtu w końcu sobie poradzi, przepracuje to zdarzenie, wróci do względnie normalnego życia seksualnego, podczas gdy zszargana reputacja i kara za przestępstwo pozostaje ze sprawcą do końca życia! Taki paradoks.

    Kiedy w konfrontacji ofiary i sprawcy stawiamy słowo przeciwko słowu, gdy nie ma fizycznych dowodów gwałtu, społeczeństwo, a nawet organy prawne będą dużo bardziej skłonne uwierzyć mężczyźnie, nawet w sytuacji, gdy to on jest oprawcą. Lęk przed tym, że ktoś pójdzie siedzieć tylko za czyjeś słowo, bez namacalnego dowodu, jest i w społeczeństwie, i wśród organów ścigania, zbyt duży.

    Jeżeli zaś mówimy o gwałcie ze strony znanego oprawcy – partnera, męża, znajomego – problem tkwi również w problemie edukacji seksualnej, ale przede wszystkim społecznej. Najczęściej pojawiającym się pytaniem jest, dlaczego ofiary nie odchodzą, a latami tkwią w toksycznych relacjach, wracając do sprawców przemocy, pakując się w sytuacje, które nie są dla nich dobre. Odpowiedź padła już wyżej: bo jest małe prawdopodobieństwo, że ktoś poza najbliższym otoczeniem im uwierzy. Poza tym rzadko uczy się nas stawiania i respektowania granic własnego oraz czyjegoś ciała. Zawsze znajdzie się jakiś przygłup, który powie, że gdy idzie o relacje seksualne, koncepcja entuzjastycznego przyzwolenia jest co najmniej głupia. Bo jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że nawet przy niskim poziomie wykształcenia, nie wspominając już o edukacji seksualnej, każdy powinien zrozumieć, że „nie” znaczy „nie”.

    [okładka wpisu]

    This article has 23 comments

    1. Lady Pasztet wrote:

      „Gdy czytałam opis jej związków i relacji z partnerami miałam wrażenie, że pani jest mdła, nijaka, brak jej zdecydowania i pazura. Taka typowa szara myszka, która w szkole robi wszystko, co pan/pani każe, bez zastanowienia po co. No i znowu w pewnym sensie potwierdza się stereotyp, że najczęściej ofiar… yyy… osobami doświadczającymi przemocy są właśnie takie szare myszy.”

      Abstarchując od faktu, iż żadna szara mysz nie zdołałaby zrobić tyle szumu wokół akcji „Moc kontra przemoc” jaką zrobiła Ewelina, to wydaje mi się czymś ABSOLUTNIE OBRZYDLIWYM zwalanie winy, na ofiarę przemocy a nie oskarżanie sprawcy. Nie wiemy, jak wyglądała ich relacja, nie wiemy czy zdarzały się szantaże, jak wyglądało wymuszanie seksu. Czyjaś słabość nie jest usprawiedliwieniem dla agresora. To sprawca popełnia zło, a nie osoba, która go doznaje.

      Ja nie jestem szarą myszką, chociaż cholera wie, może dla kogoś jestem a i mnie dotknęła przemoc seksualna. Sprawca chciał mnie udusić, sprawił mi ból i wiele miesięcy minęło zanim zdałam sobie sprawę, że to nie była moja wina. Że to ktoś, kto mnie krzywdził zrobił źle i przekroczył moje granice, niezależnie od tego czy byłaby to cicha sypialnia ze świecami czy dzika impreza. NIE to NIE i tylko to się liczy.

      Dużo pracy przed nami, oj dużo.

      1. natalia wrote:

        Za jedną z najbardziej obrzydliwych rzeczy w internecie uważam wyrywanie z kontekstu zdania jednego lub kilku i dopisywanie prawie tego samego co było w dalszej części komentarza…

    2. Biały Lis wrote:

      Z artykułem jak najbardziej się zgadzam, ale jest jedne sprawa, którą chce dorzucić: nie powiedziałabym, że społeczeństwo nie ufa wyłącznie kobietom, ono nie wierzy ofiarom jako takim. Pod wieloma względami mężczyźni będący ofiarami gwałtów lub jakiejkolwiek innej przemocy seksualnej mają jeszcze gorzej. Oni nie tylko wiedzą, że nikt im nie uwierzy, ale również boją się, że w jakiś sposób ich to ośmieszy. No bo jak to tak? Zgwałcony mężczyzna? Śmiechu warte! Przecież wiadomo, że faceci są chętni zawsze, wszędzie i z każdym. I nie daj Boże jeśli zgwałci go inny mężczyzna – „pedał jeden, o co się teraz rzuca, dobrze takiemu, może się oduczy!”.
      Przerażające jest to swego rodzaju społeczne przyzwolenie na krzywdzenie innych ludzi…

      1. Nat wrote:

        Tak, poza tym domniemanie niewinności dopóki nie udowodni się winy (co w przypadku przestępstw na tle seksualnym jest szalenie trudne) sprawia, że społeczeństwo jest – delikatnie mówiąc – ostrożne wobec tego, co twierdzą ofiary.

    3. natalia wrote:

      Przeczytałam ten artykuł i mam mieszane uczucia. Z jednej strony niewątpliwie to, co spotkało tę panią było gwałtem i przemocą, ale z drugiej strony wydaje mi się, że to, co ją spotkało to nie tylko kwestia wychowania, ale i charakteru. Gdy czytałam opis jej związków i relacji z partnerami miałam wrażenie, że pani jest mdła, nijaka, brak jej zdecydowania i pazura. Taka typowa szara myszka, która w szkole robi wszystko, co pan/pani każe, bez zastanowienia po co. No i znowu w pewnym sensie potwierdza się stereotyp, że najczęściej ofiar… yyy… osobami doświadczającymi przemocy są właśnie takie szare myszy. Widać po komentarzach pod artykułem, że wiele osób tak myśli. Ja też tak myślałam. Do niedawna. Byłam przekonana, że mam silny charakter, wiem czego chcę i że moje „nie” przemówi do każdego. Jednak jakiś czas temu na własnej skórze przekonałam się, że zdecydowane „nie” może nie wystarczyć. Że jak ktoś jest mocno zdeterminowany, to jeśli nie uda mu się przełamać oporu manipulacją czy przez osłabienie alkoholem, to po prostu użyje siły.
      Inną sprawą jest obwinianie ofiary. „Po co tam poszłaś?”, „Przypomnij sobie jak byłaś ubrana”, „Jak nie chciałaś go uwodzić to nie trzeba było kręcić tyłkiem i zgadzać się z nim tańczyć, przecież dawałaś sprzeczne sygnały.” Sama tego doświadczyłam. Z jednej strony coś w tym jest, że lepiej zapobiegać niż leczyć, ale z drugiej strony nie widzę powodu, żeby niewychodzenie z domu było jedynym słusznym rozwiązaniem. W końcu to, że idę do klubu, tańczę, zakładam sukienkę nie jest sygnałem, że chcę seksu!
      Podoba mi się stwierdzenie, że gwałtem jest coś nie wbrew odmowie, a coś bez wyraźnej zgody. Daje to możliwość obrony nie tylko tym, którzy stawiali fizyczny opór, ale i tym, którzy „tylko” odmawiali.

      1. Nat wrote:

        To, co przytaczasz, to ewidentny przykład obwiniania ofiar, przekonania, że zrobiły coś takiego, aby na przemoc sobie zasłużyć, a w przytaczanym przez Ciebie przykładzie – pozwolić przez słabość charakteru. Nikt nie mówi oprawcom, że nie jest w porządku znęcać się na kimś czy stosować przemoc seksualną, za to wmawia się ofiarom, że mają to, na co sobie zapracowały. To tak, jakbyś mi powiedziała, że ktoś włamał się do mojego mieszkania, bo miałam niewystarczająco mocne zamki, słowem: moja wina, a nie, złodzieja, czyli przestępcy. Bo w końcu wiadomo, że złodziej będzie kradł, a gwałciciel gwałcił i nie ma na to rady, to po prostu taka cecha charakteru?

    4. mevmev wrote:

      Nie tylko w naszym kraju tak jest. Jestem ofiara przemocy seksualnej, sprawe zglosilam na policje zaraz po incydencie. Rozprawe w sadzie przegralam.

    5. mama_muminka wrote:

      Cześć, też czytałam ten artykuł i przerażają mnie komentarze pod nim:

      „Ale będąc facetem, raczej bym się z panią Eweliną nie chciał wiązać – wiadomo co jej się przypomni parę lat po rozstaniu?”

      „Najłatwiej z faceta zrobić gwałciciela, kiedy w tej sytuacji to kobieta ma znikome potrzeby seksualne.”

      „Parę lat była z gosciem po rozstaniu po jakimś czasie /kilka lat?/ uświadamia sobie ze ją „gwałcił”…DOROSŁA kobieta?”

      „Jednak normalna, energiczna, dojrzałą kobieta, pozostaje w związku z kimś kto wielokroć odbywa z nią stosunki seksualne oceniane przez nią jako gwałt?!
      Wybaczcie ale tej pani potrzebny jest pilnie psychiatra.”

      „Hmm to moze być jednak krzywdzące dla tego jej wcześniejszego faceta.”

      „Myślę, że perfidnie grała Pani na uczuciach partnera, a kiedy ten lekceważony przez Panią, odszedł do innej, więc zaczęła się Pani mścić. Fu, nieładnie.”

      Przerażające.

      1. Nat wrote:

        Jeszcze raz widzę wydźwięk chujowej edukacji seksualnej. Niestety.
        I jak zwykle – krzywdzące dla faceta, na którym ofiara pewnie chciała się odegrać za nieudany związek.

    6. bo są na pewno brzydkie, mają wybujała wyobraźnię i zazdrość o penisa, tak naprawdę każda skrycie o tym marzy, poza tym hormony walą im na mózg i zmyślają kocopały….tyle „argumentów” z dupy wziętych. najgorsze, że w
      usprawiedliwianiu/niewierze w gwałt często przodują kobiety

    7. natalia wrote:

      Wszędzie gwałty, molestowania, a ja szukam i nigdzie nie mogę znaleźć konkretnej informacji o wymuszonym pocałunku. Byłam w takiej sytuacji. Co prawda sprawca dostał palcami w oczy i do pocałunku nie doszło, ale był na tyle brutalny, że straciłam garść włosów. Teraz męczy mnie to trochę. Niby nic się nie stało, ale czuję jakiś niesmak, nie lubię gdy ktoś wspomina ten dzień, mimo że sytuacja miała miejsce już kilka tygodni temu. Żałuję, że wtedy tam byłam, że dałam się wyciągnąć na parkiet i że nie zrezygnowałam z tańca z tym kimś, gdy za pierwszym razem próbował, wtedy jeszcze bez użycia siły, mnie pocałować. No i boję się, że mój chłopak się o tym dowie. Kompletnie nie wiem co o tym myśleć i jak zapomnieć.

      1. Nat wrote:

        To, co Cię spotkało też było zachowaniem przemocowym i naruszeniem Twojej przestrzeni osobistej. To nie Ty zrobiłaś coś nie tak (wychodząc na parkiet czy tańcząc z kimś w klubie), tylko oprawca. Nawet, jeżeli Twój partner się o tym dowie, to obwiniając Ciebie za zajście, a nie oprawcę, udowodni, że na dobrą sprawę niczym nie różni się od tego faceta, który próbował wymusić pocałunek.

    8. Izek wrote:

      Akurat niedawno dowiedziałam się o tzw. fenomenie sprawiedliwego świata. Z Wikipedii:

      „Fenomen sprawiedliwego świata albo hipoteza sprawiedliwego świata – tendencja do wierzenia, że świat jest w jakiś sposób „sprawiedliwy” i w związku z tym ludzie „dostają to, na co zasługują”.

      Doświadczenia psychologiczne pokazały, że przyczyny różnych nieszczęść ludzie zwykle doszukują się przede wszystkim w ich ofiarach. Przykładowo (Lerner, 1966) pokazywano badanym doświadczenie, w którym kobieta była rażona prądem podczas rozwiązywania trudnego zadania pamięciowego. Część badanych uznawała rażenie prądem za uzasadnione słabymi wynikami tej kobiety. Dodatkowo badani oceniali tę kobietę jako mniej atrakcyjną, niż ci, którzy widzieli ją jedynie poza eksperymentem.

      W innym doświadczeniu pokazywano badanym dwie wersje historii interakcji pomiędzy kobietą a mężczyzną. Wersje były identyczne, poza zakończeniem: w jednym przypadku historia kończyła się gwałtem, w drugim przypadku mężczyzna oświadczał się kobiecie. W obu wypadkach badani oceniali, że to zachowanie kobiety (identyczne) doprowadziło do tego rezultatu.

      Badania pokazują, że ludzie wierzący w „sprawiedliwy świat” częściej zrzucają winę za gwałt na jego ofiary, oceniają maltretowane żony jako winne swojej sytuacji, chorych albo ubogich jako ludzi, którzy sami doprowadzają do swoich nieszczęść itp. I na odwrót, jeśli ktoś przykładowo wygra dużą sumę na loterii, jest przez takich ludzi oceniany jako bardziej wartościowy.”

      1. Nat wrote:

        Tak, podobnie jak zachorowanie na raka to kara, bo „Karma is a bitch”…

    9. fav wrote:

      Ja z kolei znam sytuację kiedy faktycznie kobieta kłamała.. sama kusiła przez wiele tygodni, w końcu wlazła pijanemu facetowi pod kołdrę w samej bieliźnie, wcześniej opowiadając (spędzili ze sobą wieczór, pijąc), że pragnie być zgwałcona.. że jak już będą w domu pokaże mu swoje piersi. A jak facet zaczął się do niej dobierać (nie doszło do stosunku) to opowiadała wszystkim, że została zgwałcona.. robiła z siebie strasznie obolałą ofiarę. nie dała się dotknąć swojemu chłopakowi, bo tak okropnie cierpiała fizycznie. ciśnie mi się: głupia pinda! w tym przypadku traci typ z którym spędziła noc, bo ona mimo próśb swojego faceta nie chciała się poddać badaniom, ani nigdzie tego zgłosić (i nie ze wstydu, tylko zwyczajnie nie było co badać) chcę tu zwrócić uwagę, że ten pan na jedną noc był kolegą jej chłopaka. więc zdarzają się takie i takie sytuacje. ludzie są głupi i często zwyczajnie lepiej przejść koło debilnych komentarzy bez słowa.. osobiście doświadczyłam przemocy dwójki mężczyzn i dobrze wiem jak czuję się taka osoba.. jak cierpi psychicznie, kiedy juz ciało dojdzie do siebie. jak zamyka się w sobie na świat, jak bardzo potrzebuje wsparcia. czułam niewyobrażalną wściekłość przez to co ta dziewczyna opowiadała wkoło robiąc z gwałtu jakiś teatrzyk, który miał odwrócić tylko uwagę od faktu, że zdradziła.

      1. Ka wrote:

        Mój przyjaciel podobną sytuację przypłacił otarciem się o samobójstwo. Dziewczyna, która ewidentnie zagięła na niego parol, wlazła do jego łóżka na imprezie. Potem oświadczyła, że ją zgwałcił, a efektem jest ciąża… Całe otoczenie odwróciło się od niego… dopóki nie powtórzyła akcji z innym facetem (swoją drogą idiotka…, dla równowagi on też idiota, skoro pił tyle, żeby stracić przytomność).

      2. Tołanda wrote:

        Sytuacjem które opisujecie to przemoc seksualna. Kobiety też mogą być jej sprawcami, a sprawcy uciekają się do różnych sposobów, żeby się wybielić. Kolega, który stracił przytomność nie jest OFIARĄ przemocy seksualnej, a nie idiotą. Byłam również świadkiem sytuacji, w której dziewczyna wykorzystałą pijanego kolegę. Wszyscy się z niego śmieli, nikt mu nie chciał pomóc. Jestem jedyną osobą, która usunęła ją ze znajomych po tym incydencie. Ofiary przemocy seksualnej (obu płci) są w naszym społeczeństwie traktowane w sposób niedopuszczalny. Szerzenie szkodliwych stereotypów bardzo pogarsza ich sytuację.

        1. Nat wrote:

          Dokładnie – przemoc seksualna to przemoc seksualna, niezależnie od tego, kto jest sprawcą (kobieta czy mężczyzna) i niezależnie od tego, ile ofiara (tutaj też: kobieta lub mężczyzna) wypiła alkoholu czy ile wrzucono jej do drinka pigułek gwałtu.

          A co do fałszywych oskarżeń, to jest trochę tak jak z „wrabianiem w dziecko” – bardzo mało kobiet to robi, ale jak już jakaś się zdarzy, to rzutuje na cały żeński ród i na podatnym gruncie jest doskonałym dowodem na to, aby nie ufać kobietom, bo ich nadrzędnym życiowym celem jest niszczyć życie mężczyznom.

        2. Katarzyna wrote:

          „nikt nie chciał mu pomóc. Jestem jedyną osobą, która usunęła ją ze znajomych” na Facebooku? Wybacz, ale odnoszę wrażenie, że to niewiele pomogło

    10. Nika wrote:

      Rety…
      Może zacznę tak: Nat, świetny tekst! Uwielbiam, jak wszystko udaje Ci się sensownie ująć.
      Co do tej sprawy z menadżerem. Moja znajoma miała tak samo. Pracowała przy naprawie telefonów i innych urządzeń elektronicznych. Powiedziała mi, że w ciągu dwóch, czy trzech lat pracy tam ANI RAZU nikt nie podziękował jej za naprawę sprzętu, tylko podziękowania były kierowane do jej kolegi, który czasem w ogóle palcem nie przyłożył się do pomocy.
      Po kolejne, jestem zbulwersowana podejściem ludzi… Zarówno do tego, że kobiety rzekomo nie potrafią być racjonalne, jak i że niby same wymyślają sobie gwałt. Ja na całe szczęście nigdy nie byłam ofiarą przemocy seksualnej, ale jako osoba empatyczna, mogę się domyślić, jakie to uczucie. To, że żyjemy w takim społeczeństwie… Bo to odnosi się przede wszystkim do Polski, prawda? Nat, nie wiesz może, jak jest w innych krajach z tymi sprawami?

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr