Terapia feministyczna, czyli co? | Wywiad z Dianą Krzyżanowską

Terapia feministyczna, czyli co? | Wywiad z Dianą Krzyżanowską

Terapia feministyczna – na czym polega, kiedy jest najbardziej użyteczna i dlaczego warto z niej skorzystać? Rozmawiam z Dianą Krzyżanowską, terapeutką feministyczną.

Temat terapii feministycznej zagościł na moim radarze za sprawą współpracy z Centrum Terapii HAAK, gdy dowiedziałam się, że częścią zespołu jest Diana Krzyżanowska – terapeutka feministyczna. Choć sama od lat funkcjonuję w obszarze pracy pomocowej, na dodatek będąc przy okazji feministką, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że taka metoda pracy z drugim człowiekiem istnieje. Aby dowiedzieć się więcej, poprosiłam Dianę, aby przybliżyła temat terapii feministycznej.

Moja rozmówczyni jest absolwentką psychologii na SWPS, aktywistką, przez rok pracowała jako konsultantka w Telefonie Zaufania dla Osób LGBT+ i Ich Bliskich w warszawskiej Lambdzie. Specjalizuje się w tematach transpłciowości oraz psychologii prokreacji. Swoją wiedzą dzieli się na Instagramie, prowadząc profil @psycholozka.feministka.

Nat: Zacznijmy od podstaw: czym jest terapia feministyczna? Skąd wziął się ten nurt?

Terapia feministyczna - Diana Krzyżanowska

Diana Krzyżanowska, terapeutka feministyczna: Ja bym nawet nie powiedziała, że to jest nurt. Bardziej filozofia pracy z klientką_em. O nurtach mówimy zazwyczaj, kiedy mamy na myśli konkretną szkołę terapeutyczną. Osoby pracujące feministycznie mogą pracować w nurtach zarówno psychodynamicznym, jak i poznawczo-behawioralnym, Gestalt, humanistycznym… Nie ma tutaj ograniczeń. Terapia feministyczna jest bardziej o tym, na co zwrócić uwagę, na jakie umiejętności kłaść nacisk.

W podejściu feministycznym skupiamy się na kontekście, w jakim funkcjonuje dana osoba. Jeśli jest z mniejszości, to prawdopodobnie wpływają na nią problemy charakterystyczne dla tej grupy. Choćby w formie stresu mniejszościowego, czyli takiego, który związany jest z samą przynależnością do grupy dyskryminowanej, nawet jeśli nie odczuwa się tej dyskryminacji osobiście. Wiele terapii skupia się na przeżyciach wewnętrznych lub interpersonalnych. Terapia feministyczna dostrzega szerszy kontekst, bierze pod uwagę całą kulturę, w jakiej dana osoba została wychowana i funkcjonuje.

Sama terapia pochodzi z ruchu kobiecego lat 60. ubiegłego wieku. To wtedy narodziła się myśl feministyczna i stopniowo zaczęła zmieniać świat, przenikając do życia społecznego, prawa, medycyny, nauki. Nawet jeśli dziś inaczej rozumiemy feminizm niż 60 lat temu, to wciąż jest to filozofia oparta na tych samych równościowych założeniach. Podobnie jest z terapią feministyczną.

N: Co sprawiło, że zainteresowałaś się terapią feministyczną?

D: Stosunkowo późno dowiedziałam się, że jest coś takiego. Dopiero pod koniec studiów trafiłam w bibliotece na książkę, która miała ten termin w tytule. Jedna z niewielu pozycji w Polsce, gdzie w ogóle można coś znaleźć na ten temat. Nie wiedziałam, że feminizm to osobne podejście w kontakcie z klient_k_ami. Dla mnie praca psycholożki zawsze była choć trochę feministyczna. Etyka zawodowa nie pozwala nam na nierówne traktowanie, mamy podchodzić do wszystkich z empatią i aktywnie działać na rzecz edukacji antyprzemocowej i antydyskryminacyjnej. Brzmi feministycznie, prawda?

N: Jak najbardziej! Ale to chyba nie tak, że każda osoba, która definiuje się jako feminist_k_a i pracuje pomocowo, automatycznie prowadzi terapię feministyczną?

D: To bardzo indywidualne. Specjalistki_ści od zdrowia psychicznego muszą stale się rozwijać, bo same_i są swoim narzędziem pracy. Liczę, że osoby utożsamiające się z feminizmem korzystają w pracy z tego zasobu. Jeśli ktoś ma wrażliwość na problemy społeczne i rozumie, jak działają systemy większe niż rodzina, to jest to naprawdę wartościowa wiedza do wykorzystania w pracy. Psychologia jest jednak dość zamknięta w swoim skupieniu na jednostce. Dlatego ja staram się czerpać także z innych nauk społecznych – socjologii, kulturoznastwa, a nawet ekonomii. Nasi klienci nie żyją przecież w próżni i ten świat wokół ma na nich wpływ.

N: Wyjaśnijmy też: czy terapia feministyczna kierowana jest wyłącznie do osób identyfikujących się jako kobiety?

D: Terapia feministyczna jest dla każdego. Ta nazwa sugeruje skupienie na kobiecej emancypacji, ale ja widzę feminizm intersekcjonalnie. Dla mnie bycie psycholożką feministyczną oznacza po prostu, że skupiam się na problemach mniejszości i edukuję się w tym temacie, by jak najlepiej im pomagać. Najbliższe są mi problemy kobiet i osób LGBTQ+, ale pracowałam też z osobami z niepełnosprawnościami i dalej poszerzam kompetencje o kolejne tematy. Niedługo będę na szkoleniu z niemonogamii. Odpowiadając na Twoje pytanie: nie trzeba być kobietą, by skorzystać z takiej terapii. Myślę, że cispłciowy gej też mógłby wiele zyskać w kontakcie z feministyczną psycholożką. Na studiach nie uczą pracy z mniejszościami, nie uwrażliwiają na trudności charakterystyczne dla danych grup. Nie każdy więc ma kompetencje do pracy z takimi osobami. W terapii feministycznej, wspomniany przeze mnie gej mógłby liczyć na to, że specjalistka ani go otwarcie nie zdyskryminuje za jego orientację, ani nie umniejszy jej znaczenia. Tak jak mówiłam, w podejściu feministycznym doceniamy wagę kontekstu, w jakim żyje dana osoba.

N: Kto może najlepiej skorzystać z terapii feministycznej?

D: Najbardziej skorzystają na tym osoby, które należą do grupy podatnej na dyskryminację. Szczególnie, jeśli ich problem jest bezpośrednio z nią związany – lęk przed coming outem, stygma aborcyjna, presja na wypełnianie roli płciowej, nieakceptowanie własnego ciała, doświadczenie przemocy seksualnej. Wszystkie te tematy mają przyczynę w kulturze, w jakiej żyjemy. Łatwiej będzie nawiązać dobrą relację ze specjalist_k_ą, kiedy wiemy, że osoba ma wiedzę na temat tego problemu. Po raz kolejny: o tym nie uczą na studiach… Musimy sami włożyć wysiłek w przygotowanie się do takiej pracy.

N: Czy są jakieś sytuacje, w których terapia feministyczna jest niewskazana?

D: Ja trochę nie lubię myśleć w tych kategoriach. By terapia była skuteczna, potrzebna jest przede wszystkim dobra współpraca z terapeut_k_ą, wszystko inne schodzi na dalszy plan. Co do sposobów myślenia czy nurtów terapeutycznych, to każdy ma swoje preferencje. Jeśli komuś nie pasuje takie myślenie kontekstowe i czuje, że oczekuje innego rodzaju pomocy, to kontynuowanie faktycznie może być niewskazane.

N: Gdzie można nauczyć się pracy w nurcie feministycznym? Czy możesz polecić jakieś miejsca, kursy, szkolenia?

D: Kojarzę raptem dwie publikacje na ten temat, trzy, jeśli wliczymy mojego posta na Instagramie, cztery, jeśli weźmiemy pod uwagę wpis na blogu Dominika Haak. To nie jest popularny temat w Polsce. Choć część osób może zbliżać się w stronę feministycznego myślenia, nawet o tym nie wiedząc. Coraz popularniejsze są szkolenia z pomocy osobom LGBTQ+ albo mniejszościom etnicznym. Uwrażliwianie się na problemy grup mniejszościowych to podstawa tego myślenia.

N: A jak mają się założenia terapii feministycznej do kultu neutralności wśród osób pracujących pomocowo? Czy w ogóle możemy mówić o neutralności? Wydaje mi się to szczególnie ciekawe w przypadku osób prowadzących terapię, dla których nie jest problemem wejście do gabinetu np. z krzyżykiem na szyi – dla mnie to widoczny symbol konkretnych wartości.

D: Napisałam o tym niedawno i dostałam spory odzew. Zarówno klientki_ci, jak i psycholożki_gowie komentowali, że nie chcą się dłużej bawić w udawanie, że psycholożka_g nie jest człowiekiem i jest zupełnie neutralna_y. Czasy się zmieniają. Znam coraz więcej psycholożek_gów, które_rzy jawnie się tej neutralności sprzeciwiają i mówią o tym, że jest niepotrzebna i tak naprawdę nigdy nie była sprawiedliwa. Uczy się nas, że mamy się nie odsłaniać ze sobą „innością” i nie jest dobrze widziane, jeśli psycholożka_g jest wyautowana_y jako osoba nieheteronormatywna, ma tatuaże albo nietypowy kolor włosów. Tymczasem obrączka na palcu, drogie ubrania i makijaż są okej, dopóki wyglądamy „jak wszyscy”. Ciężko o coś bardziej antyfeministycznego niż promowanie jednego modelu specjalistki_y i ocenianie jako gorszych wszystkich tych, którzy do tego nie przystają.

N: Myślę, że to też jest kwestia normatywności, którą każdy człowiek gdzieś tam ma, prawda? Pytanie tylko, jak bardzo wpływa ona na to, jak pracujemy z osobą, która może doświadczać trudności, gdzie się objawia. Skąd same_i czerpiemy wiedzę i informacje. Przyglądam się głównie mojej działce, czyli seksualności i relacjom, w której aktualizowanie wiedzy jest szczególnie istotne.

D: Myślę, że seksualność jest szczególnie trudną dziedziną, bo wiedza na jej temat bardzo dynamicznie się zmienia. W naukach o ludziach ciężko czasem o konsensus, ale przy seksualności robi się jeszcze trudniej. W ostatnich latach złamano wiele tabu i zaczęto normalizować różnorodność w tej sferze, podczas gdy seksuolożki_dzy, które_rzy zajmowały_li się leczeniem osób homoseksualnych w XX wieku, nadal są aktywne_i zawodowo, są uznawane_i za ekspertów i zajmują ważna stanowiska. A to rodzi konflikty w świecie nauki. Zderzenie starego z nowym często bywa bolesne.

N: W swoim poście na Instagramie napisałaś, że kiedyś bardzo się przejmowałaś wytycznymi dotyczącymi wyglądu osób pracujących pomocowo i że wpływało to na dokonywane przez Ciebie wybory, teraz na swojej wizytówce w centrum terapii pozujesz w bluzie z grafiką Pro Abo. Powiem Ci – jako różowowłosa terapeutka* różowowłosej terapeutce – że sama miałam obawy, jak mój imidż przyjmą klientki_ci. A potem doszłam do wniosku, że przecież z różnych względów mogę nie być odpowiednią terapeutką dla każdego – i to jest okej. Chciałabym jednak usłyszeć od Ciebie, co daje taki self-disclosure w przypadku zawodów pomocowych.

foto by www.waldemaRak.pl

* wyjaśnienie: obecnie jestem w procesie certyfikacji terapeutycznej, co oznacza, że pracuję terapeutycznie z klient_k_ami, natomiast według wytycznych *nie mogę* oficjalnie nazywać się terapeutką. W rozmowie zastosowałam skrót myślowy. [Nat]

D: Moim zdaniem to, że jesteśmy różne_i i mamy różne wartości, jest piękne. Bo nasze_i klientki_ci też są różne_i i w ten sposób możemy się odnaleźć, oferując odpowiednią pomoc odpowiedniej osobie. Łączy się to z tym, o czym rozmawiałyśmy wcześniej. Ja nie widzę sensu w udawaniu, że psycholożka_g nie jest człowiekiem tylko jakimś lustrem, w którym można się przejrzeć. Ludzie coraz częściej chcą autentyczności. W podejściu feministycznym mocno się na tę autentyczność stawia.

Co do samej bluzy, to słyszałam komentarze, że niepotrzebnie pcham politykę do pracy. Powtarzam zawsze, że aborcja to nie polityka, tylko realne doświadczenie wielu osób. Ta bluza nie oznacza, że będę kogoś namawiać do aborcji. Ta bluza to wiadomość dla wszystkich osób z doświadczeniem aborcji, że u mnie mogą się czuć bezpiecznie, że ja ich nie ocenię i że stoję murem za ich prawami. Przy większości specjalistów nie można mieć tej pewności. Dla mnie zawsze było to ważne, by stworzyć przestrzeń dla tych osób, które niestety nie mają pewności, że zostaną potraktowane podmiotowo, gdy tylko wybiorą specjalistę najbliżej miejsca zamieszkania. Dlatego te hasła feministyczne i flagi LGBTQ+ są tak wyraźne na moich profilach.

N: A w drugą stronę? Czy pójście po pomoc do osoby, która na pierwszy rzut oka światopoglądowo znajduje się poza naszą strefą komfortu, może przynieść jakieś korzyści?

Przypomina mi się sytuacja, w której podczas kursu byłam w parze z osobą, która definiuje się jako „terapeuta chrześcijański”. Zupełnie szczerze – gdybym zobaczyła ten tytuł na drzwiach, jako ateistka pewnie nie zdecydowałabym się na spotkanie. Pracowałyśmy akurat z własnymi trudnymi kwestiami i była to jedna z najgłębszych, najbardziej otwierających, rozwijających mnie sesji. I przyznaję, że cieszę się, że trafiłam na tę kobietę, bo nasza znajomość trwa do dziś.

D: Spotkania z osobami różnymi od nas mogą być rozwojowe, ale mogą też być stresujące i trudne. Różnie bywa. Zależy, na czym ta różnica polega i czy umiemy podejść do tego z szacunkiem – zarówno my sami, jak i ta druga strona. Jakoś tak mi się ułożyło, że miałam sporo klientów mężczyzn, wierzących, którzy podkreślali, jaka ta wiara i związane z nią przekonania są dla nich ważne. Niejedna osoba pewnie pomyśli, że w życiu się nie dogadamy. Ale ja nie miałam z nimi żadnego problemu i oni sami dali mi bardzo pozytywny feedback. To nie jest tak, że feministyczna psycholożka nadaje się tylko do gadania z innymi feministkami i tylko o aborcji. Ja mam w sobie duży szacunek dla różnorodności i zawsze powtarzam, że klient_ka ma prawo być jaki_a jest.

N: Wydaje mi się, że to też kwestia tego, że nigdy nie wiemy, z kim nam kliknie relacja terapeutyczna.

D: Z terapią jest jak z randkowaniem. Rzadko się udaje za pierwszym razem. Zachęcam do tego, by patrzeć na to, w czym się dana osoba specjalizuje, z jakimi grupami pracuje, czy polecają ją osoby podobne do nas. Ale koniec końców i tak nie mamy pewności, czy nam podpasuje.

N: Wróćmy jednak do Twojej działalności – jako aktywistka wykorzystujesz Instagram, aby docierać do ludzi. No właśnie – do kogo? Co chcesz przekazywać swojej społeczności?

D: Moja społeczność jest bardzo różnorodna. Sporo moich postów jest reakcyjnych. Gdy jakiś temat staje się głośny i widzę reakcje, jakie wywołuje na moich social mediach, układają mi się w głowie myśli na temat tego, co ja jeszcze mogłabym powiedzieć od siebie. Dlatego często moje posty nie pojawiają się od razu i podchodzą do zagadnienia z nieco innej strony. Myślałam więc, że moją społecznością będą zaangażowane lewicowe osoby, przechodzące z feministycznej bańki do jeszcze węższego bąbelka. Ale wcale tak nie jest. Często dostaję wiadomości, że dopiero po moich tekstach ktoś zainteresował się danym tematem albo że u mnie pierwszy raz dowiedział się o jakimś zjawisku. Zawsze bardzo mnie to cieszy. Widocznie udaje mi się jakoś trafić do szerokiego grona odbiorców. Od początku mojej działalności trzymam się swojego sposobu pisania i nie zamierzam go zmieniać.

N: Czy dobrze wyłapałam u Ciebie postawę krytyczną wobec psychologii? Tego, jak jest nauczana, co dzieje się w psychologii, powiedzmy – „głównego nurtu”?

D: Mój kolega kulturoznawca śmieje się czasem, że jestem jednym z nielicznych psychologów, którzy go nie denerwują, bo jestem otwarta na kulturoznawcze kwestie, podczas gdy wielu psychologów nie chce ich przyjąć. Zgadzam się z tym, że tak jest. Psychologii brakuje świeżego podejścia. Uczono mnie utartych ścieżek, a gdy pytałam, jak je zaadaptować do osób innych niż heteronormatywne albo pełnosprawne, słyszałam ciszę. Zazwyczaj prowadzący po chwili odpowiadali, że nie pracują z takimi klientami. Bardzo to dla mnie rozczarowujące. To, o czym dzisiaj rozmawiamy, czyli terapia feministyczna, nie musiałaby istnieć, gdybyśmy tylko traktowali przygotowanie do pracy z mniejszościami i branie pod uwagę kontekstu kulturowego jako normę. Zdarza mi się słyszeć hejt za mieszanie psychologii z feminizmem, a to przecież wcale nie powinno być kontrowersyjne.

N: Zapytałam o to, bo zetknięcie z mainstreamową polską seksuologią często bywa dla mnie bardzo frustrujące, czego zresztą nie ukrywam. Patriarchalne wzorce mają się w niej naprawdę świetnie…

D: Całkowicie tę frustrację rozumiem, towarzyszy mi ona bardzo często. Myślę, że my jesteśmy zmianą. Jaką sobie przestrzeń stworzymy do mówienia o psychice i seksualności, taką będziemy mieć możliwość pomagania naszym klient_k_om.

N: Święte słowa! To powiedz jeszcze, gdzie można Cię znaleźć w sieci, jak można się z Tobą umówić na konsultacje?

D: Nazywam się Diana Krzyżanowska i pracuję w Centrum Terapii HAAK, stacjonarnie w Poznaniu albo online. Wystarczy zadzwonić na recepcję albo napisać na Messengerze. Jest też odnośnik na moim Instagramie @psycholozka.feministka.

N: Bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę!

D: Ja również bardzo dziękuję!

zdjęcie tytułowe: Alina Blumberg via Pexels; zdjęcia wewnątrz wywiadu: archiwum prywatne Diany Krzyżanowskiej

8 komentarzy

Zostaw komentarz
  1. Lucie

    7 kwietnia 2021 at 03:52

    Przyznam, że zdziwiło mnie demonizowanie mainstreamowej i „starej” psychologii (czymkolwiek ona jest). Ja za to dostrzegam czasem przeciwne zjawisko: ktoś jest ledwo po studiach albo jeszcze w trakcie, a już jest ekspertem we własnym mniemaniu i podważa wiedzę psychologów starszych wiekiem i doświadczeniem. Najczęściej bez argumentów i choć sam ma zerowe doświadczenie w pracy z pacjentami.

    • Nx

      7 kwietnia 2021 at 09:16

      A według mnie często bywa to oznaką krytycznego myślenia, którego studia powinny uczyć. Wiek nie ma tu nic do rzeczy, bo lata doświadczenia i praktyki, gdy nie są łączone z aktualizowaniem wiedzy, mogą skutkować powielaniem mitów, które w ostatecznym rozrachunku mogą powodować zwiększenie cierpienia osób, które szukają pomocy.

      Nie twierdzę, rzecz jasna, że to przypadłość całej grupy zawodowej, ale też nie rozumiem, skąd to sarkanie na młodych psychologów i psycholożki.

  2. Herse

    3 kwietnia 2021 at 15:56

    W życiu nie poszłabym do Krzyżanowskiej po mega krzywej akcji, którą odjebała.

    Wyciągnęła z komentarzy pod (cudzą) stroną na fb wpis pani X, prywatnej osoby. Opublikowała go na swoim insta wraz z imieniem, nazwiskiem i zdjęciem komentującej, żeby pokrytykować, że tamta głupio coś napisała.

    A kiedy autorka komentarza się o tym dowiedziała i napisała, że sobie nie życzy takiego linczowania, nie usłyszała nawet przepraszam, tylko w sumie dowiedziała się, że to jej problem i nie ma prawa mieć pretensji, a wpis na insta dalej wisiał. Tylko Krzyżanowska (wg słów komentującej) usunęła komentującą ze swoich obserwujących.
    Empatia i feminizm w chuj.

    • Nx

      5 kwietnia 2021 at 17:24

      Czy chodzi o sytuację, w której to „głupio napisane” brzmiało: „Szkoda, że ciebie mama nie wyabortowała”? Bo jeśli tak, to w jaki sposób wystąpił tu lincz?

    • Herse

      7 kwietnia 2021 at 10:45

      Nie. Oddając głos autorce komentarza:

      W komentarzu osoby, która pisała o swoich problemach z matką napisałam, że może mieć ona narcystyczne zaburzenia osobowości (podkreślam: może, a nie że ma) i że radzę wizytę u terapeuty. Napisałam tak z własnego doświadczenia, bo od roku przerabiałam na swojej terapii podobny case. Jeśli ktoś odczytał ten komentarzy jako radę „uczonej osoby bawiącej się w psychologa” to jest mi szczerze przykro, bo nie tak to miało zabrzmieć, uwagę przyjęłam i na przyszłość będę uważać na takie sformułowania. Jednak to co zrobiła Diana było 3 razy gorsze. Rozumiem skomentowanie czy skrytykowanie pewnego zachowania, ale udostępnienie komentarza ze zdjęciem, z nazwiskiem, wyniesionego z zamkniętej grupy [w toku dyskusji ustalono, że to był komentarz z fp, nie z grupy] jest po prostu nieakceptowalne. Do tego usunięcie z grona obserwowanych bez słowa przeprosin, wyjaśnienia. Jeśli Diana (psycholog!) uważa że właściwe jest krytykowanie osoby, a nie problemu, w dodatku publicznie, to ja nie mam już nic więcej do dodania. Mam prawo za to powiedzieć co o takim zachowaniu myślę.

      Tak jak pisałam, autorka komentarza poprosiła o usunięcie story, w którym pojawia się jej imię, nazwisko i twarz, ale dowiedziała się, że:

      Nie było powodu do usuwania, nie obrażałam Cię, nie nawoływałam do nienawiści wobec Ciebie, nie ukradłam Ci tego znikąd, skomentowałam publiczną wypowiedź tak jak komentuję nagłówki gazet, wypowiedzi w telewizji, inby na social mediach. To wszystko.

      No dla mnie jednak odnoszenie się do opublikowanych tekstów czy krytykowanie osób publicznych to co innego niż linczowanie jakiejś prywatnej laski.

  3. Magda

    3 kwietnia 2021 at 09:00

    Uzupełniając odpowiedź na pytanie o to gdzie uczyć się podejścia feministycznego dodam ze swojego doświadczenia- wszędzie gdzie uczy się humanistycznego podejścia do człowieka, chodzi tu o interdyscyplinarność.
    Świetną ścieżką są gender studies i studia kobiece (i tu polecam zajrzeć po literaturę do obecnych lub byłych sylabusow, to naprawdę nie jest tak, że źródłem wiedzy może być tylko wpis rozmówczyni na instagramie…lista książek jest bardzo długa). Plus do tego kilka mocnych pozycji wydanych przez Krytykę Polityczną. Można też zapisać się na dobrze prowadzony kurs dla edukatorów seksualnych, treningi antydyskryminacyjne, warsztaty równościowe i seksualne. Terapeutów zaś w tą perspektywę, o której jest rozmowa wyposaża np. nurt systemowy (jak sama nazwa wskazuje kładzie on duży nacisk na kontekst kulturowy między innymi). Nie jest powiedziane że taki terapeuta będzie zorientowany feministycznie, ale to nie jest tak, że tego się psychologów i terapeutów nie uczy.

    • Nx

      5 kwietnia 2021 at 17:38

      No właśnie, a ja pytałam o materiały dotyczące bezpośrednio feministycznego podejścia w terapii. Od czasu wywiadu znalazłam kilka anglojęzycznych źródeł o terapiach feministycznych, ale nadal nie są to liczne publikacje.

      Natomiast bardzo ważne jest to, co piszesz o poszerzaniu kompetencji i budowania inkluzywnej praktyki terapeutycznej – pełna zgoda. Ale tak jak podkreślasz – powinny być to szkolenia prowadzone dobrze, przez osoby z aktualną wiedzą w danym obszarze.

    • Magda

      7 kwietnia 2021 at 11:29

      To dość duże uproszczenie, ale powiem tak: nie ma czegoś takiego jak „terapia feministyczna”. Jest za to swoista wrażliwość terapeuty/ki (jakiegokolwiek nurtu) na kwestie feministyczne (w odniesieniu do spoleczno politycznego kontekstu funkcjonowania, kultury, specyficznych doświadczeń itp). Tzw terapeuta feministyczny to po prostu ktoś kto ma kompetencje w tym zakresie (np. wiedzę o mechanizmach wykluczania kobiet i umiejetność stosowania feminatywów) ale może być zarówno bazowo wykształcony w nurcie CBT lub psychodynamicznym czy jakimkolwiek innym a wykształcenie psychologiczne uzupełnić podyplomowką z kulturoznawstwa lub seksuologii. Stąd też uczyć się tego podejścia można z różnych źródeł (lista literatury z zakresu gender studies serio jest dość długa nawet w języku polskim).

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.