• Fantazjuję o gwałcie. I co z tego?

    Niektórych ludzi, niezależnie od płci, podnieca wizja tego, że ktoś inny ma nad nimi seksualną, psychiczną lub fizyczną kontrolę. I trudno im o tym mówić, zwłaszcza w świetle głośnych kampanii, jak na przykład HeForShe czy akcji ze spódnicą jako zaproszeniem do gwałtu (tu polecam fantastyczny komentarz Lady Pasztet).

    Ale powiedzmy sobie jasno: nie do nas należy cenzurowanie czyichś fantazji.

    Ponieważ nie mówimy otwarcie o tym, że mamy prawo do fantazji erotycznych, które w najmniejszym stopniu nie są poprawne polityczne, wiele osób fantazjujących o konsensualnym gwałcie doświadcza z tego powodu poczucia winy. Dlatego postuluję: przestańmy obwiniać się za produkty naszej wyobraźni erotycznej. Bo pomiędzy realnym przestępstwem a fantazją jest nie taka znów subtelna różnica.

    Konsensualny gwałt – co to takiego?

    To po prostu element role-playingu z osobą, wobec której w sposób świadomy wyrażamy zgodę, aby wzięła nas siłą, ustalając wcześniej granice i przedyskutowując to, jak realizacja takiego scenariusza miałaby wyglądać. To, tak jak wiele innych praktyk z pogranicza kinku, również testowanie i przesuwanie własnych granic – fizycznych i psychicznych w bezpiecznych i sprzyjających temu okolicznościach. To nie chodzenie po ulicach i „prowokowanie” (cudzysłów znaczący) niebezpiecznych sytuacji, to nie zgoda na bycie molestowanym w przestrzeni publicznej czy powód zgwałcenia, które jest przestępstwem. Podkreślam: fakt, że wielu ludzi fantazjuje o byciu zgwałconymi nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla osób dopuszczających się przestępstw na tle seksualnym. Mamy prawo wyrażać tego typu fantazje i za obopólną zgodą realizować je z partner(k)ami. To inni nie mają prawa uznawać ich za zaproszenie.

    Stawiając sprawę łopatologicznie: tu, na tym blogu mogę napisać, że fantazjuję o gwałcie. Sąsiad, który czyta mojego bloga, nie ma prawa zajść mnie od tyłu na parkingu, wykorzystać seksualnie i stwierdzić, że mi się podobało i wyświadczył mi przysługę, bo przecież „sama tego chciałam” („W końcu napisała o tym publicznie!”). Fantazje nie są zaproszeniem do wcielania ich w życie z kimkolwiek, kto w jakiś sposób się o nich dowiedział. Ba, mogą one pozostać nigdy niezrealizowanymi marzeniami.

    Paradoksalnie, zgoda na konsensualny gwałt to postawienie osoby, która o nim fantazjuje, w pozycji kontroli. To ona decyduje o tym, kto, kiedy i co jej zrobi. Podobnie rzecz ma się z fantazjami, których nie wcielamy w życie, bo to my piszemy ich scenariusze, budujemy całe zdarzenie na własnych zasadach. To daje nam poczucie pozornej bezradności, co odróżnia gwałt konsensualny od zgwałcenia będącego przestępstwem, kiedy ta bezradność i bezsilność ofiar stają się realne.

    Osoby, które podniecają wizje gwałtu, równie dobrze mogą czuć obrzydzenie i wściekłość (a nie podnienie!), obcując z podobnymi scenami w książkach lub filmach fabularnych czy pornograficznych – właśnie dlatego, że przedstawiają coś, nad czym, na potrzeby opowiadanej historii, ofiara nie ma kontroli. Takie było na przykład moje doświadczenie podczas czytania Kusiciela – oburzyła mnie przedstawiona w powieści relacja oraz to, jak została przedstawiona kwestia przemocy seksualnej.

    Nie jesteśmy nienormalne/nienormalni

    To, co nas podnieca, tak długo jak czujemy się z tym bezpiecznie i co nie przeradza się w wyrządzanie innym ludziom krzywdy, nie powinno podlegać autocenzurze. Wyobrażając sobie sceny nawet najostrzejszego seksu, pozostajemy pan(i)ami całej sytuacji – jesteśmy reżyser(k)ami tego spektaklu, który dzieje się w naszych głowach. Tak samo przebiega to podczas realizowania pragnień seksualnych – razem z drugą osobą (choć tych osób może być, rzecz jasna, więcej) omawiamy plan ramowy tego, co ma się wydarzyć oraz ustalamy „bezpieczne słowa”, które przyhamują lub całkowicie zatrzymają akcję, jeżeli ktokolwiek poczuje się niekomfortowo.

    Więcej o seksualnym role-playingu przeczytasz tutaj.

    Nasze fantazje w żaden sposób nie trywializują doświadczeń osób, które były ofiarami przestępstw na tle seksualnym i nie są w nie wymierzone. Podniecenie, które odczuwa osoba fantazjująca nie ośmiesza czyjejś traumy. Oczywiście, w wyobraźni „bawimy” się pewną konwencją, konfrontując się z czymś, czego wiele osób boi się w realnym życiu, ale tak, jak zgoda na gwałt konsensualny nie powinna usprawiedliwiać gwałtu realnego, tak czyjś strach nie powinien powodować u nas, istot seksualnych, włączania trybu autocenzury, gdy myślimy o tym, co nas podnieca.

    Bo w realnym życiu możesz być, kim chcesz – feminist(k)ą, weganką czy prawicowcem, ale pamiętaj, że nie musisz fantazjować w zgodzie z programem ruchu, do którego należysz. Seksualność ma się lepiej, gdy twoja ekspresja seksualna pozostaje całkowicie apolityczna.

    [okładka wpisu]

    This article has 11 comments

    1. Ktoś wrote:

      A co jeśli ktoś lubi czytać porno komiksy z gwałtami? Fantazjować o sobie to jedno, ale czytać o kimś w tej sytuacji to drugie…

    2. Alice wrote:

      Nie gwał a seks niespodzianka :D nagłe dociśnięcie do ściany i wzięcie – bardzo miła prespektywa wieczoru :3

    3. marcepun wrote:

      trudna rola dla partnera by się prze’moc

      PS
      dziś no mogę cię zgwałcić, mam czas pomiędzy 19:30 a 20:45_a więc zgadzasz się? to świetnie!?! YeY

    4. kat wrote:

      Całkowicie się zgadzam ze wszystkim, co napisałaś. Dobrze, że ktoś wreszcie o tym napisał.

    5. w „the little death” jedna z bohaterek filmu ma taką fantazję. i udaje jej się namówić chłopaka na zrealizowanie jej. koleżka to trochę nadinterpretował :D scena jest lekko przerażająca… a tak w ogóle to polecam :) film w sensie.

    6. lex31 wrote:

      Jasne jest, że gwałt o jakim kobiety fantazjują, nie ma nic wspólnego z tym gwałtem realnym. Używamy jednak określenia „gwałt” bo niesie ze sobą stanowczo większy ładunek emocji, niż zwykłe „bycie zdominowanym”.
      Wpis zaczyna się od zdania „niektórych (…) podnieca”. Tu się zadumałem. Albo tych „niektórych” jest naprawdę bardzo wielu, albo ja tylko takie egzemplarze przyciągam ;-) Każda, ale to naprawdę każda kobieta, z którą byłem na tyle blisko żeby poruszyć taki temat, pozwalała sobie na takie właśnie fantazje.

    7. JG wrote:

      Mam trochę problem z tym wpisem, bo z jednej strony zgadzam się, mamy prawo do fantazji, nawet najbardziej dziwacznych, czy politycznie niepoprawnych. Ale, tak samo, jak nie nazwałabym nigdy BDSM przemocą wobec partnera/ki, tak i fantazjowania o byciu uległym i w pełni kontrolowanym nie nazwałabym fantazjowaniem o gwałcie. Przede wszystkim, nie wierzę, że ktokolwiek fantazjuje o gwałcie w takiej postaci, w jakiej gwałt faktycznie jest. A określenie „gwałt konsensualny” to jest dla mnie jakiś potworek. Słowo „gwałt” samo w sobie zawiera brak zgody, więc zgoda na gwałt, to jak zgoda na coś na co nie ma zgody. Dlatego ja bym raczej napisała: dziewczyny, chłopaki, nie wstydźcie się, bo to, że fantazjujecie o byciu zdominowanymi nie oznacza, że fantazjujecie o gwałcie.

      1. rizecay wrote:

        Ale czasami ten gwałt z fantazji różni się od realnego tylko z definicji – tzn. tylko tym, że przy zgodzie właściwie przestaje być gwałtem. Reszta może się zgadzać – ja np. mam fantazje o gwałcie w wykonaniu kilku mężczyzn, a jedynym wymogiem co do nich byłoby to, że… w normalnej sytuacji pociągaliby mnie fizycznie. Nic więcej. Wymogiem co do samego aktu byłoby oczywiście to, że wiedziałabym, że to działanie wymierzone w moją fantazję, a nie przypadkowy napad przypadkowych gości na ulicy ;) Oraz że ustalone zostałyby pewne granice, jakich rzeczy nie robić (granice te sięgają u mnie dość daleko). Nie miałabym tych mężczyzn znać, nie musiałabym im w pełni ufać (przeciwnie, dawka niepewności jest dla mnie w tym przypadku dodatkowo podniecająca), nie musiałabym mieć „bezpiecznych słów”. Tak, fantazjuję o tym, żeby zostać wziętą z zaskoczenia, poniżoną, przez grupę obcych facetów, w czasie i miejscu, w którym zupełnie bym się tego nie spodziewała, w taki sposób, żebym od momentu rozpoczęcia aktu nie miała już nad nim żadnej kontroli oprócz granic, które wyznaczyłabym wcześniej.
        Nie wiem – czy to dalej fantazjowanie wyłącznie o byciu zdominowaną? Dla mnie to jednak coś innego.

        1. Nat wrote:

          Rozumiem, co masz na myśli, bo mi samej brakuje odpowiedniego określenia na taki scenariusz. Gwałt kontrolowany jest na tę chwilę najbardziej zbliżonym określeniem do opisania tego, o co mi chodzi.

    8. k wrote:

      Fajny wpis, dobrze podkreśla to, że fantazja i aranżacja sytuacji jest w pełni przez nas kontrolowana. Dlatego właśnie się zastanawiam czy nie byłaby potrzebna jakaś inna nazwa na „aranżowany gwałt” właśnie po to by nie trywializować przestępstwa?

    9. Lady_Pasztet wrote:

      Podoba mi się zwłaszcza końcówka, o tym, że możemy fantazjować apolitycznie i nieideologicznie, o ile to są nasze fantazje, pragnienia i marzenia.
      Feminizm do szuflady z bielizną można odłożyć od czasu do czasu, przed pójściem do łóżka ;)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr