Seks w miejscach publicznych jest nie tylko nielegalny, ale i przereklamowany (wiem, sprawdziłam). Istnieje jednak dużo subtelniejsza forma spółkowania publicznie, mianowicie – seks w domu, ale głośny na tyle, by wszyscy sąsiedzi słyszeli.
Bo powiedzcie mi, jaka jest różnica pomiędzy tymi, którzy uprawiają seks przy stercie porzuconych opon na leśnej polanie a tymi, co to celowo drą się ekstatycznie, tyle że w czterech ścianach mieszkania w blokowisku? Cóż – żadna.
W obydwu przypadkach jest publiczność, która albo widzi, albo słyszy, co wyprawiacie i, co może niektórych szokować, jest jednakowo świadoma, z czym ma do czynienia, gdy funduje się jej tak ekstremalny przykład DUP-y, czyli Demonstracji Uczuć Publicznie. Ja tu widzę taki sam ekshibicjonizm, potrzebę czucia dreszczyku towarzyszącego obawie przed przyłapaniem (wizualnie lub audialnie, z tym, że decydowanie się na wariant drugi to domena miększych buł). Myślicie, że skoro sąsiadów nie widzicie, to ich gdzieś obok nie ma? Podczas wizyty u rodziców chyba sami byście się nawzajem uciszali, prawda? A za ścianą są tacy sami ludzie, jak wasze matki i ojcowie wasi.
Przestańcie więc się drzeć, bo żaden to powód do dumy, gdy sterroryzowani mieszkańcy muszą posuwać się do przyczepiania w korytarzu anonimowych próśb o spuszczenie z tonu. A już totalnym buractwem jest hołdować mitowi, że seksualny maraton tylko wtedy był godny uznania, gdy nawet sąsiedzi musieli sobie po nim zapalić.
Doprawdy, nie rozumiem dlaczego dla niektórych „głośny seks” równa się „udany seks”. To chyba przez te wszystkie filmy ze scenami erotycznymi (bo już nawet nie pornosy!). Seks w nich jest z reguły przesycony stękami, wrzaskami i powarkiwaniami, do których dochodzi jeszcze wykrzykiwanie imienia partnera/partnerki i wszystkich innych świętych, oraz odpowiednie bluzgi. Jak wiele ma to wspólnego z namiętnością i nieudawanym orgazmem? Prawie nic. Bo, niestety, ale nasz seks normalny i powszedni jest tak samo niefilmowy, co codzienne życie szeregowego pracownika korporacji. Ale trzeba przyznać, że kinowy obraz seksu jakoś się w główkach utrwala, a my w efekcie czasem zupełnie niepotrzebnie zastanawiamy się, dlaczego w naszych sypialniach jest tak cicho. Dopóki jest naturalnie, jest dobrze. Krzyczysz teatralnie podczas masturbacji? Nie? Zastanawiało cię, dlaczego zaczynasz, gdy masz w łóżku towarzystwo?
Olewam więc wszystkich zwolenników teorii, że w sypialni musi być głośno. Chyba jednak wolę skupić się na przyjemności niż na byciu cheerleaderką własnego partnera.
[grafika wpisu via]

Komentarze zamknięte.
Lilia Wodna
11 kwietnia 2016 at 11:46Hej. Sporo już tutaj przeczytałam i nie wszyscy jesteśmy tacy sami, nie wiem jak odróżnić udawane jęki, stęki czy darcie się podczas orgazmu od naturalnych…Ja niestety jestem głośna, na tyle że po tym boli mnie gardło…hmmm serio. Jak muszę być cicho to zatykam się poduszką… żeby dziecko nie słyszało własnie podczas masturbacji i nie sa to jęki…nie wiem co to jest bo się nie słyszę hhaha…ale gardło mnie boli więc wiem że musiało być głośno…
a może boli mnie gardło bo chce to jednak stłumić? Nie wykrzykuje słów, tylko się dre…przepraszam tych co musza tego słuchać ;) Mi nie przeszkadza jak kogoś słyszę za ścianą…bo dostaje ochoty na igraszki ;)
Nat
12 kwietnia 2016 at 09:41Dla niektórych osób seks i masturbacja to metoda, by obudzić i pozwolić sobie na pierwotny krzyk, coś, czego nie akceptujemy na co dzień, bo jesteśmy poblokowani, ułożeni przez kulturę. Badania przeprowadzone na różnych ssakach, w tym ludziach, udowodniły też, że głośny seks pozwala partnerowi na szybszą i mocniejszą ejakulację. Być może krzyk ma też podłoże biologiczne. Ciekawi mnie jednak to, że to raczej kobiecy jest promowany w mediach, podczas gdy męskie oznaki zadowolenia z seksu są raczej tłumione.
Ostatnio dużo myślałam o tym tekście sprzed prawie 3 lat, ponieważ zaczęłam zastanawiać się nad problemem sekspozytywności i dyskomfortu. Chociaż u niektórych osób, jak u Ciebie, słyszenie czyichś igraszek to podniecające doświadczenie, u mnie powoduje ono dyskomfort. I daję sobie pozwolenie na jego odczuwanie, na to, że mogę nie chcieć słyszeć seksu nocujących u mnie znajomych, moich rodziców, czy seksu sąsiadów. Co nie oznacza, że nie chcę, aby mieli dobry, satysfakcjonujący seks. Słysząc go jednak, staję się jakąś jego częścią, mimowolnym świadkiem, na co mogę nie mieć ochoty. Jeżeli rzecz ma miejsce w hotelu i zrządzeniem losu mam głośnych sąsiadów, zmieniam pokój. Ale we własnym mieszkaniu, mając hałaśliwą parę za ścianą, czułabym się jak w pułapce.
Lilia Wodna
11 maja 2016 at 08:55Właśnie tak jak napisałaś …jeśli MUSZĘ być cicho to mój orgazm wydaje mi się słabszy i mam ochotę na kilka innych ;)
Jeśli o hałas chodzi to co z klapsami? Je też słychać…no ewentualnie sąsiad może się nie domyśleć co się dzieje za ścianą ;)
Od 2 miesięcy mam nowego faceta, sex jest super. Tzn. pieszczoty i penetracja, ale podczas minetki nie dochodzę, dawałam jemu różne wskazówki, ale jeszcze nam się nie udało …próbujemy.
BeWu
3 sierpnia 2013 at 03:45Pierwszy tekst na proseksualnej, z którym ani trochę się nie zgadzam. Podczas seksu przede wszystkim powinniśmy czuć się swobodnie. Ja jestem głośna, bywa, że nawet bardzo głośna i nie wyobrażam sobie, żebym miała się hamować, na siłę próbować uciszyć. To byłaby męka, nie przyjemność. Rozumiem, że piszesz o „ekstremalnych przypadkach”, ale co to jest ekstremalny przypadek? Jak rozpoznać, czy sąsiedzi zza ściany krzyczą, bo chcą pokazać wszystkim, że uprawiają seks, czy może dlatego, że po prostu tak mają? Bzykasz się cicho i tak jest Ci dobrze – fajnie, w ogóle nie czuję się „lepsza” dlatego, że robię to głośno. Ale nie czuję też się burakiem, chamem i prostakiem z tego powodu, że tak mnie natura stworzyła.
KaMa
2 sierpnia 2013 at 02:28A ja jestem z tych cichych. Miałam kiedyś głośnych sąsiadów, a dzieliła nas gipsowo-kartonowa ściana- o każdej porze dnia i nocy, często parę razy dziennie, słyszałam odgłosy jak z animal palnet- rannego goryla, wyjącego kojota, gruopę małpek dopingującą dwi,które się biją, do tego okrzyki „Mamo!” „Boże!” „!jego imię! „mocniej/ bardziej” itp. Początkowo olewałam, potem dawałam znać,że są za głośno. Nocne pobudki, gorące akcje, kiedy miałam gości. Inni sąsiedzi też ich słyszeli, nic dziwnego,mimo, że mieszkałam na czwartym piętrze, było ich słychać pod blokiem (sama nie mogłam uwierzyć). Kiedy tylko skończyła mi się umowa na mieszkanie- nie przedłużyłam, wolałam poszukać czegoś nowego
yeabambi
2 sierpnia 2013 at 02:12z pewnością przejawem buractwa jest mówienie ludziom, jak się mają zachowywać
we własnej sypialni. ja akurat lubię być głośno podczas seksu i bynajmniej nie robię tego, żeby dać znać sąsiadom, ale właśnie dlatego że sprawia mi to satysfakcję – jestem pewna, że mnóstwo osób ma podobnie. poza tym, po co to całe krygowanie sie? z parami często tak jest, że uprawiają seks. jak orientuję się, że jakaś mieszka obok mnie, to raczej nie zakładam, że przysięgali żyć w celibacie. niech sobie uprawiają głośny seks, bardziej mnie wkurza jak bez powodu trzaskają drzwiami. a to, że nie chcę, żeby moi rodzice słyszeli jak uprawiam seks jest chyba zrozumiałe – pewnie nawet gwiazdy tego wyuzdanego, głośnego porno niechętnie myślą o tym, że ich starzy oglądają filmik w którym jakaś pani/pan liże ich córeczce cipkę.
and
2 sierpnia 2013 at 01:48„przestancie sie wiec drzec, bo zaden to powod do dumy” brzmi jak nie o przypadkach „ekstremalnych” a zwyczajnie cichych. Nie lubie sie tlumic w halasach lozkowych i zdecydowanie jest mi przyjemniej dochodzic slyszac swoje wzdychania i wieksze halasy, takze w czasie masturbacji, co z czasem przyszlo i na razie nie puszcza. I nie powinien sie czlowiek tego wstydzic ani w tym ograniczac…
Nat
2 sierpnia 2013 at 09:15A istnieje „ciche darcie się”?
Ta cicha
1 sierpnia 2013 at 22:46Jestem z Tobą Nat!
Betis
1 sierpnia 2013 at 20:20Heh, tak, ja krzyczę podczas masturbacji. Podczas seksu zresztą też. Nie jest to ryk rannego dinozaura ani kwik zarzynanej świni, ale tak, krzyczę. Autorko, pytanie tendencyjne: miałaś kiedyś w życiu porządny orgazm? Bardzo lubię Twoje artykuły, ale tutaj trochę powiało zaściankiem. „Dopóki jest naturalnie, jest dobrze”. Dla mnie (i dla większości moich dotychczasowych partnerów) naturalny jest głośny seks. A kiedy słyszę odgłosy za ścianą, uśmiecham się tylko. Mi to nie przeszkadza.
Nat
1 sierpnia 2013 at 20:34Orgazm – kiedyś słyszałam, że niektóre dziewczyny miewają…
Poza tym – właśnie – krzyczysz naturalnie, sama z siebie, co objawia się też głośnym zachowaniem przy masturbacji. A ja piszę o tych i do tych, którym wydaje się, że cichy seks jest nie w porządku, więc krzyczą nawet wbrew sobie.
simiola
1 sierpnia 2013 at 19:19Jest mi lepiej, kiedy nie myślę o sąsiadach podczas seksu. Jest mi lepiej, kiedy podczas seksu nie myślę o niczym innym, jak tylko o seksie. A taka się urodziłam, i takie rzeczy zdarza mi się w łóżku robić, że nie zawsze mogę być cicho jak myszka.
Co więcej, zawsze wydawało mi się, że seks i odgłosy mu towarzyszące są naturalną rzeczą. Spora część sąsiadów również seks uprawia. Statystycznie stosunek przeciętnego Kowalskiego nie trwa dłużej niż 10 minut. 10 minut niebezpośredniego doświadczania człowieczeństwa i naturalnych zachowań osób z którymi się mieszka to jeszcze nie dramat. Jak sąsiedzi robią wielodniowy remont to rozumiem, że to może utrudniać sen i skupienie się na pracy.
Poważnie zastanawiam się nad porzuceniem proseksualnej.pl, a jestem stałą czytelniczką. Nawoływanie „schowajcie się z tym seksem, nie chcę o tym słyszeć” nie brzmi zbyt proseksualnie. Przykro.
Nat
1 sierpnia 2013 at 20:30No to równie dobrze możemy powiedzieć, że jak ktoś uprawia seks w miejscu publicznym to też nie myśli o przechodniach, a cały akt trwa raptem 10 minut.
Poza tym: „schowajcie się z seksem, bo nie chcę go słyszeć” byłoby trafniejszym podsumowaniem. Ale najwidoczniej coś w lekturze Ci umknęło, zwłaszcza fakt, że piszę o przypadkach ekstremalnych.