• Cuckolding, czyli fetysz rogacza

    Obserwowanie partnerki spółkującej z kimś innym to fetysz dużo powszechniejsze, niż ci się wydaje… 

    Tradycyjnie, w małych społecznościach, „rogacz” był tym, który o niewierności żony dowiadywał się ostatni. W seksie jest inaczej – nie tylko dowiaduje się o tym jako pierwszy, ale też czerpie z tego erotyczną satysfakcję. Bo cuckolding to erotycyzowany strach przed niewiernością. Rogaczowi nie chodzi bowiem o to, aby skutecznie skurwić partnerkę. Jemu chodzi o to, aby odrobinę skurwić samego siebie.

    Co podnieca rogacza? 

    Zacznijmy od tego, że sama koncepcja zdrady to temat tyleż trudny, co kontrowersyjny, więc stwierdzenie, że obserwowanie partnerki uprawiającej seks z kimś innym, lepszym, również dla własnej masochistycznej satysfakcji, wielu osobom może wydawać się nie do pomyślenia. Ale gdyby założyć, że w zdradzie najbardziej przeraża to, co niewidzialne, to co zostaje, gdy tę kontrolowaną zdradę zobaczy się na własne oczy? Podniecenie. Element ekspozycji, naocznego doświadczenia tego, czego wiele osób w relacji boi się najbardziej, może powodować przyjemny, psychiczny ból. Sami praktykujący dość często twierdzą, że tylko osoby o wysokim ilorazie inteligencji są w stanie czerpać z podobnych praktyk rozkosz. Nie chodzi bowiem o poczucie zagrożenia w stylu „ktoś chce ruchać moją żonę!”, ale odnalezienie w tym akcie przyjemności dla samego siebie. Jakkolwiek by nie było, z pewnością nie powinni się w cuckolding angażować ci mężczyźni, którzy kompletnie nie mają kontaktu z własnymi emocjami.

    Sposobów realizowania cuckoldingu jest tak wiele, jak wielu jest rogaczy. Niektórzy łączą go z podglądactwem – partner obserwuje partnerkę oraz jej „byka”, siedząc w szafie lub zza firanki, jeszcze inni z wymuszonym biseksualizmem – dominująca kobieta może na przykład zażądać, aby jej partner zlizał ejakulat byka z jej ciała lub nakazać mu, aby poddał się penetracji ze strony jej kochanka. Może też na różne sposoby usługiwać partnerce i bykowi. Dla innych największą przyjemnością może być słuchanie opowieści partnerki, która wychodzi na spotkania z bykiem, a następnie opowiada o nich rogaczowi, może nawet  przynosi z tych spotkań dowody, na przykład ubranie poplamione spermą kochanka. Równie podniecające może być dla rogacza obserwowanie, jak inny mężczyzna erotycyzuje ciało jego partnerki, oraz seksualna konkurencja, kiedy po wyjściu byka, zadaniem rogacza będzie przebić seksualne umiejętności poprzednika. Inną metodą realizowania cuckoldingu jest jawne uprawianie przez partnerkę wirtualnego seksu lub seksu przez telefon, którego świadkiem jest rogacz.

    W zależności od typu relacji, rogacz może być też… alfonsem, który wybiera byków dla swojej partnerki. Niektórzy rogacze wybierają mężczyzn, którzy są wizualnie atrakcyjniejsi od nich lub mają większe penisy. Podkreślam jednak, że rogacz to nie życiowe popychadło – to, że czerpie rozkosz z obserwowania zdradzającej partnerki, nie oznacza, że podniecają go inne formy poniżenia, jak na przykład publiczna reprymenda, czy inwektywy ze stronny innych ludzi. Rogacz może też poddawać się rozkazom partnerki, ale nie chcieć, by rozkazy wydawał mu jej byk.

    Tak realizowana niewierność nie zawsze oznacza koniec związku – w niektórych może wciąż na nowo wzniecać iskrę pożądania oraz zaspokajać potrzebę nowości, dać rogaczowi coś, do czego później (lub w trakcie) będzie się masturbował, lub co nastroi go na późniejszy seks z partnerką.

    Skąd to się bierze? 

    Niektórzy twierdzą, że umiłowanie cuckoldingu ma swoje źródło w… biologii. U ludzi, ale również u innych gatunków, zaobserwowano fenomen, który nazywa się „wyścigiem spermy”. Mężczyzna (lub samiec), który widzi innego „byka” spółkującego z (potencjalną) partnerką doświadcza mocniejszej erekcji oraz produkuje większe ilości ejakulatu niż osobniki pozostające w relacjach monogamicznych. Silniejsza i utrzymująca się dłużej erekcja podczas penetracji pozwala zaś „wypompować” nasienie konkurenta. Z drugiej strony, wizja partnerki, która może w każdej chwili odejść z bykiem i opuścić rogacza, dla niektórych staje się źródłem jedzcze większej żądzy. Na ludzi podobnie działa zobaczenie partnerki, z którą flirtuje ktoś inny.

    Cuckolding to wciąż tabu, zwłaszcza w świecie, który golryfikuje związki mono, ale naprawdę jest częściej spotykany niż mogłoby się wydawać.

    Nie swing i nie trójkącik 

    Cuckolding nie powinien być mylony ze swingiem (wymianą partnerów), ani z trójkątem, ani z hotwifingiem (gdzie żona może mieć wielu partnerów za aprobatą męża), ani z elastyczną monogamią, ani tym bardziej z poliamorią. Rogacz nie uczestniczy bowiem w akcji, nie dostaje partnerki „na pocieszenie”, ani on, ani jego partnerka nie mają też emocjonalnego związku z „bykiem”. Nie jest to też elastyczna monogamia, bo zasada „nie pytaj, nie mów” w cuckoldingu nie obowiązuje.

    Szczególnie ważnym aspektem cuckoldingu jest to, że rogacz zawsze pozostaje prymarnym partnerem dla swojej żony/partnerki. Co nie oznacza, że podczas spotkań byk traktowany jest jako ten „drugi”, ktoś gorszy i mniej znaczący. Oczywiście byk musi znać i respektować zasady, które panują w danej relacji. Niektóre pary chcą bowiem, aby byk opuścił ich dom zaraz po seksie, podczas gdy inne preferują, aby został z nimi cały dzień, jadł, pił, oddawał się również intelektualnym rozrywkom z kobietą, podczas gdy rogacz albo troszczy się o ich komfort, usługujując im, albo obserwuje całe zajście. Znalezienie byka, który zaakceptowałby reguły gry bywa nie lada wyzwaniem.

    Przeszkody i zagrożenia

    Największym problemem dla rogacza nie jest jego fetysz, a… postawa partnerki. Zazwyczaj to kobieta, która pożąda całkowitej monogamii, opiera się przed wejściem w cuckolding. Bo cuckolding nie jest dla każdego i zdecydowanie nie jest receptą na przezwyciężenie rutyny i nudy w sypialni. W przypadku tej konkretnej preferencji erotycznej, sami zainteresowani wiedzą, że tego chcą. Jeżeli na myśl o cuckoldingu genitalia komuś twardnieją lub mokną – bingo; jeżeli jednak na samą myśl ktoś ma ochotę kucnąć w kącie i zacząć się bujać, ten kink raczej u niego nie wypali.

    Druga strona też może być kompletnie niezainteresowana uczestniczeniem w fetyszu partnera. Zdarza się jednak tak, że partnerka ujawnionego rogacza po kilku latach związku jednak nabiera chęci wypróbowania cuckoldingu. Najważniejsze jest jednak to, aby rogacz nie naciskał i nie czynił z cuckoldingu warunku koniecznego dla przetrwania relacji. Poinformowanie o cuckoldingu to jak zasianie ziarna, które ewentualnie wykiełkuje. Oznacza to bowiem, że partnerka dostaje przyzwolenie na seks z kimś, kto w przyszłości może się jej spodobać, a tym samym jest odciążona z poczucia winy, które może wywoływać chęć zdrady. Bycie z rogaczem wiąże się też z ekspozycją względem różnych stanów emocjonalnych partnera – nierzadko zdarzają się sytuacje, w których dla rogacza gniew zamienia się w ciekawość, chęć dowiedzenia się więcej. Ten moment przejściowy może być dla niektórych nie do udźwignięcia.

    Może też zdarzyć się tak, że partnerka zapała uczuciem do byka i zechce stworzyć z nim relację, uczynić go tym pierwszym. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem oksytocyna to suka, która każe nam przywiązywać się do dawcy orgazmów, a sprawianie rozkoszy kobiecie jest główną funkcją byka.

    Kolejnym zagrożeniem jest byk, który nie akceptuje w pełni roli, którą pełni w życiu rogacza i jego partnerki, na przykład kompletnie ignorując obecność drugiego mężczyzny. Może to być naleganie na spotkania poza cuckoldingowym spektrum, ciągła chęć uwagi, grożenie, że wyjawi się prawdę o stylu życia pary, która uprawia cuckolding, ich rodzinie lub znajomym.

    No i należy pamiętać, że rozbudowywanie seksualnego menu zmienia każdego jako osobę – czasem na lepsze, bo pozwala otworzyć się na nowe doznania, ale i na gorsze – szczególnie w przypadku osób, które nie są do końca przekonane, czy mają ochotę wprowadzić dane praktyki do swojego życia. Ci drudzy pewnie nie wrócą z tej przygody jako ci sami ludzie.

    Żeńska wersja – cuckqueaning

    Fetysz rogacza dotyczy nie tylko mężczyzn, chociaż to u nich jest częściej spotykany. Problem, który dotyczy wielu par chcących zaangażować się w cuckqueaning, jest bardzo podobny do tego, z którym borykają się otwarte związki – jest nim znalezienie „tej drugiej”. Kobiety po prostu rzadziej chcą angażować się w tego typu relacje.

    Również motywacja kobiet, które podnieca cuckqueaning, jest nieco inna niż „wyścigi spermy” w przypadku mężczyzn. Wiele cuckqueans twierdzi, że mężczyźni „z natury” zostali stworzeni są do zaspokajania znacznej liczby kobiet, a więc chcą im to umożliwić, ofiarowując im seksualną wolność i czerpiąc z tego własną satysfakcję erotyczną. Tak samo, jak rogacz, cuckquean może angażować się w wybieranie partnerek swojemu partnerowi lub zostawić to jemu.

    Cuckolding i cuckqueaning – jak odnieść sukces? 

    Po pierwsze: otworzyć buzię. Opowiedzieć drugiej osobie o swoim fetyszu, zasiać ziarno, ale bez większych oczekiwań dla pozytywnego odzewu. Nie naciskać drugiej osoby, aby rzuciła się w wir nowego stylu życia, który dla wielu jest raczej abstrakcyjny. W końcu asekuracyjne powiedzenie „nie” kiedyś może przerodzić się w entuzjastyczne „tak”. Jeżeli partner/ka nie zechce od razu angażować się w seks z innymi osobami, można zacząć metodą małych kroków, na przykład od fantazji i role-playingu, połączonego z wychodzeniem na jakiś czas przez „zdradzającego” i późniejsze snucie opowieści o tym, co robiło się z bykiem.

    Po drugie: akceptować uczucia, które się pojawiają. To nie tak, że rogacze wolni są od zazdrości, czy nawet wstydu. Najważniejsze to przepracowywać te stany emocjonalne. Bardzo często zazdrość wynika bowiem z chęci kolonizowania ciała partnerki/partnera, pragnienia zarządzania nim i kontrolowania form ekspresji seksualnej, którym może oddawać się druga osoba. Wstyd i lęk mogą pojawić się również u partnerki, która będzie obcowała z bykiem, a najczęściej powoduje je niepewność reakcji oraz uczuć rogacza. Dlatego warto rozmawiać o swoich potrzebach i lękach, komunikować się otwarcie. To samo dotyczy rozmów o potencjalnym byku – jeżeli wzbudza on wątpliwości którejkolwiek ze stron, powinno się to podkreślać.

    Po trzecie: uświadomić sobie, że cuckolding i cuckqueaning to nie wolna amerykanka i ustalić zasady, którymi zamierzacie się kierować, łącznie z omówieniem praktyk, które są dopuszczalne, a które nie, rodzajem zabezpieczeń oraz tego, jak dobierani będą partnerzy. Ważne jest również zaakceptowanie faktu, że dla niektórych chęć cuckoldingu może być jedynie epizodem w ich życiu seksualnym lub fetyszem, który da o sobie znać z biegiem lat. Również drugiej osobie chęć uczestniczenia w tym kinku może przejść, tak samo, jak może się u niej pojawić.

    Po czwarte i najważniejsze: nie dążyć w seksie do tego, co innym wydaje się „normalne”. Najważniejsze to dążyć do tego, co satysfakcjonujące. Dla nas.

    [okładka wpisu]

    proseksualna-kinky-winky-mini

    This article has 13 comments

    1. śnieżka wrote:

      Bardzo dobry artykuł! W końcu ktoś poruszył to tabu. Dla mnie i mojej partnerki taka forma relacji uratowała nasz związek. Gdy przebojowa kobieta z dużym libido traci zainteresowanie swoim beta partnerem, to jest ciekawy model relacji gdy obie strony czerpią z tego satysfakcję. Teraz sytuacja jest przynajmniej jasna i wiadomo kto ‚nosi spodnie’ i oboje to lubimy. Dalej się kochamy, ale ktoś inny zaspokaja jej fizyczne potrzeby. Fakt, co zostało poruszone w tekście, że męskie ego uległego partnera zostaje czasami kompletnie wykastrowane w trakcie takich praktyk, ale to bardzo stymulujące dla masochisty.

    2. Galaxy wrote:

      Super temat

    3. Rob wrote:

      Nat,
      to ciekawy temat. Z jakiś powodów zaczyna się silnie ugruntawiać w niektórych „cywilizacjach” współczesnego życia. Najbardziej to Stany. Tam to już mocna odnoga przemysłu erotycznego. Fajnie jak byś pisałą kolejne wpisy o tej tematyce.
      PYTANKO
      Czy jeśli Twój facet (załóżmy, przystojny, kochasz go) miałby taki fetysz, zlizałby spermę obcego samca z Twojej vaginy a potem kochałby się z Tobą. Dalej penis Twojego faceta byłby mniejszy i to z bykiem miałabyś większą satysfakcję seksualną. Byłby to niejako kult dla większego i potężniejszego penisa… Czy taki Twój facet dalej by Cię pociagał? Czy taka praktyka nie byłaby czymś destrukcyjnym dla związku?
      Czysta teoria, ale jak myślisz?

      1. Nat wrote:

        Twoje pytanie jest trochę kulą w płot z kilku powodów:
        1. Zakładasz, że rozmiar penisa byka ma jakiekolwiek znaczenie dla satysfakcji seksualnej. Owszem, może mieć on znaczenie np. dla rogacza, jeżeli jeszcze bardziej wpływa to na poziom jego erotycznego poniżenia i jeżeli właśnie hojnie obdarzonego przez naturę byka się poszukuje, żeby całe przedsięwzięcie się udało. Ale tak na życie lepiej pozbyć się z głowy presji rozmiaru.
        2. Kierujesz swoją wypowiedź do osoby, która nie uprawia cuckoldingu. Dodam jednak, że cuckolding z perspektywy partnerki nie polega wyłącznie na czuciu podniecenia fizycznego wzglęgem partnera, ale znajdowaniu podniecenia w sytuacji – we własnej, dominującej pozycji, w tym, jaką rozkosz sprawia się rogaczowi itp.
        3. Mam wrażenie, że zaprojektowałeś sobie w głowie jakąś odpowiedź, którą nie chcesz się podzielić i po prostu szukasz potwierdzenia dla swoich wniosków. Z tego właśnie powodu powiem Ci tylko, że powodzenie angażowania się w tę praktykę zależy od danej relacji, dynamiki związku, układu, który panuje pomiędzy rogaczem, partnerką a bykiem i który każda ze stron może rzeźbić według swoich upodobań.

    4. […] przyjemność. A tu nagle partner/ka oświadcza ci, że chce się bawić w kucyki, lizać pachy, patrzyć, jak go/ją zdradzasz – niepotrzebne skreślić. Robisz więc to, co każdy „normalny” człowiek, czyli […]

    5. T wrote:

      Czy sama próbowałaś którejś z tych praktyk?

      1. Nat wrote:

        Nie. Bardziej pociąga mnie np. elestyczna monogamia. Aczkolwiek, gdybym była w związku z mężczyzną, którego podnieca cuckolding, nie miałabym z tym problemu.

        1. T wrote:

          Czym jest elastyczna monogamia?

          ps. Cuckold czy cukcquean? Czy może bez znaczenia?;)

    6. J wrote:

      Dzięki za ten artykuł – czuję się trochę mniej samotna wiedząc, że to jest oficjalnie „rzecz”. Zastanawiam się jednak co robić, kiedy takie fantazje wcale nie są dobre – wynikają z niskiej samooceny i z tego że nie potrafi się pokochać siebie. U mnie ten fetysz skupia się na upokorzeniu i ogólnie wszystkim czemu intelektualnie się sprzeciwiam. Zaczęło się tak że panicznie bałam się zdrady. Potem ten lęk ewoluował – coś co na „trzeźwo” mnie przeraża, potrafi w sytuacji seksualnej podniecać. Ale kiedy tylko skończę, lęk i jakaś wewnętrzna niezgoda powraca i zaczynam truć partnerowi, żeby mnie przypadkiem nie zdradzał. Jednocześnie jest to obecnie jedyna rzecz która mnie podnieca, co zostawia mnie z uczuciem że po prostu robię sobie sama krzywdę. Tak jak piszesz – to ryzykowna a przede wszystkim bardzo ambiwalentna zabawa.

      1. Joanna wrote:

        To co piszesz jest wyjątkowo smutne, bo życie seksualne powinno sprawiać nam przyjemność – nie tylko fizyczną, ale też emocjonalną.

        Jesteś pewna, że z Twoim związkiem wszystko jest w porządku? Że wystarczająco dużo rozmawiacie nie tylko o swoich fantazjach, ale też o emocjach?
        A może masz wcześniejsze złe doświadczenia?

        Wiesz, nad samooceną można pracować, podobnie jak nad wspomnianym przez Ciebie poczuciem krzywdy… I najwyraźniej musisz nad tym popracować, bo jak na razie tkwisz w pułapce.

        Powodzenia! :)

      2. Nat wrote:

        Dziękuję Ci za ten komentarz.
        To, co nas podnieca, nie musi być „poprawne politycznie”, ale… zawsze jest jakieś „ale”. Jeżeli podnieca Cię wizja partnera zdradzającego, możesz ustalić własne reguły gry, na przykład poprosić go, aby pomógł Ci o tym fantazjować, nie uprawiając z nikim seksu, na przykład opowiadał Ci o fikcyjnych spotkaniach z innymi kobietami (oczywiście jeżeli sam znajduje w tym przyjemność).
        Myślę jednak, że powinnaś po pierwsze namierzyć, skąd bierze się niska samoocena, a nie biczować się za fantazje erotyczne. Zastanów się, dlaczego wierzysz w to, co powoduje Twoją niską samoocenę.
        Bo naszym, bardzo ludzkim problemem jest to, że lubimy psychologizować seks, szukając wyjaśnień, dlaczego coś kogoś podnieca, zwłaszcza, gdy odstaje od ogólnoprzyjętej normy – np. dziewczyna spotykająca się z dużo starszym partnerem musi mieć problemy w relacji z ojcem, a ludzie, którzy uprawiają BDSM z pewnością byli niekochani i krzywdzeni w dzieciństwie, więc zaczęli erotycyzować karę. W absolutnej większości to tak nie działa.
        Dlatego polecam szczerą rozmowę z partnerem, poinformowanie go o tym, co w Waszym seksie lubisz. Niestety, piszę wyłącznie na podstawie krótkiego komentarza, zdając sobie sprawę, że każdy przypadek jest bardzo indywidualny.
        Życzę Ci wszystkiego dobrego!

        1. gino wrote:

          Bardzo bym chciał poznać bliżej to co mowisz .bardzo mi się podoba sposób podejścia twego .mam olbrzymią ochotę być Rogaczem ale to nie znaczy ze nie mam predyspozycji ..odezwij się proszę

    7. Elsa wrote:

      Dzięki Nat za wpisy poszerzające moje horyzonty!
      Powyższe praktyki interesujące, ale chyba w moim wypadku wyłącznie w formie fantazji. :)
      Pozdrowienia!

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr