Seks zero waste | Czy to możliwe?

Seks zero waste | Czy to możliwe?

Od dłuższego czasu ograniczam produkcję śmieci – na tyle, na ile jestem w stanie. Na zakupy zawsze pomykam z własną torbą, nie biorę plastikowych woreczków, napoje staram się kupować w szkle, a kawę na mieście piję we własnym kubku. Kilka lat temu przerzuciłam się na krwawienie na zielono. Któregoś pięknego dnia naszła mnie jednak refleksja: czy możliwy jest… seks zero waste? 

Przyznaję – seks to chyba najbardziej „zaśmiecona” strefa mojego życia. Uprawiając seks penetracyjny, używam prezerwatyw, co wiąże się z dziesiątkami zużytych kondomów rocznie. Już nie wspomnę o garderobie wypełnionej gadżetami erotycznymi i innymi seksualiami, np. lubrykantami, olejkami i kosmetykami mającymi urozmaicać seks, którą też od czasu do czasu muszę odgruzować.

Cały ten nadmiar sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, czy seks zero waste jest w ogóle możliwy. Bo seks to nie tylko gadżety, ale również, a może przede wszystkim, takie kwestie, jak ochrona przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową i antykoncepcja, a tutaj – jak się człowiek zastanowi – trudno o metody, które nie wiązałyby się z jakąkolwiek produkcją śmieci.

Bezpieczniejszy seks zero waste

Powiem od razu – w kwestii bezpieczniejszego seksu nie ma metody w 100% zero waste. Po prostu nie ma. Zamiast jednak rezygnować z kondomów w imię mniejszej ilości odpadków, warto wziąć pod uwagę fakt, że konieczność powtarzania testów na obecność infekcji przenoszonych drogą płciową i ewentualne leczenie dolegliwości generuje znacznie więcej śmieci niż prezerwatywa lub maska oralna użyta od czasu do czasu. W przypadku testów, dochodzą tu takie elementy, jak sam zestaw testowy, czyli strzykawka i igła, wata, jednorazowe rękawiczki używane przez personel medyczny, czasem plaster – dużo więcej niż jedna prezerwatywa – a jeżeli konieczne jest leczenie, to dojdzie tu jeszcze opakowanie po leku.

Skoro więc nie da się całkowicie zrezygnować z metod barierowych, chcąc uprawiać bezpieczniejszy seks, czy jest coś, co można zrobić, aby ten seks był nieco bardziej przyjazny środowisku? Oczywiście! Przede wszystkim warto wybierać kondomy takich marek, które w procesie produkcji stosują kauczuk z certyfikowanych, ekologicznych plantacji, minimalizują możliwość wystąpienia w produkcie nitrozamin (potencjalnie rakotwórczych substancji, które wydzielają się podczas obróbki lateksu) oraz dbają o to, aby jak największa część opakowania nadawała się do recyklingu.

Prezerwatywy, które wykonane są z naturalnego lateksu można nawet… kompostować. Jasne, kondom będzie kompostowany znacznie dłużej niż obierki ziemniaków, ale naprawdę można go wrzucić do kompostownika. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że dodatkowe bajery w prezerwatywach, np. środki plemnikobójcze, substancje smakowe czy koloranty, mogą być szkodliwe dla środowiska i wydłużą czas rozkładu. Jeżeli nie przemawia do ciebie wizja gumek w kompostowniku, upewnij się, że przed wyrzuceniem do śmieci prezerwatywę zawijasz w biodegradowalny materiał – w ten sposób rozłoży się znacznie szybciej.

Niestety, dla osób uczulonych na lateks mam złą wiadomość – prezerwatywy poliuretanowe (najczęstszy zamiennik lateksowych) nie rozkładają się w ogóle, ponieważ ten materiał jest syntetycznym plastikiem, który nie ulega biodegradacji. Alternatywą byłyby tu kondomy z owczych jelit, np. Trojan Naturalamb, jednak mają one sporo wad – nie są wege i mogą nie chronić przed przenoszeniem infekcji, za to stanowią skuteczną barierę dla plemników.

Odpowiedzialne marki produkujące prezerwatywy lateksowe, które dbają zarówno o używane surowce oraz starają się o jak najmniejsze szkody dla środowiska w procesie produkcji to m.in.: Einhorn, Glyde (marka ma w swojej ofercie również absolutnie cudowne maski oralne), French Letter, Sir Richard’s, Sustain, Green Condom Club, Fair Squared.

Antykoncepcja zero waste

Jeżeli chodzi o zapobieganie niechcianej ciąży, istnieją dwa rozwiązania, które teoretycznie są zgodne z filozofią zero waste – monitorowanie cyklu przy pomocy komputera (lub tzw. „kalendarzyk”) oraz stosunek przerywany. Dlaczego są one zero waste tylko teoretycznie? Dlatego, że jeżeli np. komputer, pomiary, wyliczenia lub samokontrola jednej z osób zawiodą (albo nastąpią takie zmiany w ciele, które wpłyna na owulację) i sprawa skończy się nieplanowaną lub niechcianą ciążą, to nagle z zero waste zrobi się a lot of waste – zarówno w przypadku donoszenia, jak i przerwania ciąży.

Najpopularniejszą metodą regulowania płodności pozostaje na tę chwilę pigułka antykoncepcyjna, której zażywanie wiąże się z regularną produkcją śmieci (comiesięczne opakowanie pigułek i blister). Metody antykoncepcji, w których śmieci wytwarza się mniej, w kolejności od największej ilości odpadków do najmniejszej, to: krążek dopochwowy, zastrzyk antykoncepcyjny (podawany raz na 3 miesiące), implant antykoncepcyjny (wymieniany co 3 lata), wkładka domaciczna (zakładana raz na 5 do 12 lat, w zależności od typu). Słowem – rozwiązania długoterminowe to mniejsza ilość odpadków, a wzięłam pod uwagę również takie kwestie, jak jednorazowe rękawiczki i inny sprzęt używany przez personel medyczny.

Tutaj jednak dochodzą inne kwestie – osobisty wybór, własna wygoda, dostępność danej metody i realny koszt jej stosowania.

Przyjemność zero waste

Aby mieć satysfakcjonujący (solo)seks, w zasadzie nie potrzeba nic więcej niż chętne ciało. Z drugiej jednak strony, jest jeden produkt, po który powinna sięgnąć absolutnie każda osoba, która ciało ma i z niego erotycznie korzysta – lubrykant. Porządne nawilżenie to podstawa, pomaga uniknąć nieprzyjemnych otarć po, a w trakcie sprawi, że będzie tak, jak powinno być, czyli ślisko.

Niestety, nie wszystkie lubrykanty są przyjazne środowisku, a praktycznie żaden nie jest zero waste. Większość nawet najlepszej jakości lubrykantów występuje w plastikowych opakowaniach, które nie nadają się do recyklingu (w szkle, czyli opcji nałatwiejszej do przetworzenia, używałam dotychczas jedynie hybrydowego Uberlube). Rozwiązaniem najbliższym filozofii zero waste jest więc stosowanie naturalnych substancji poślizgowych, np. aloesu prosto z rośliny, ale nie dla każdego będzie to dobre rozwiązanie. Niektóre osoby aloes może uczulać, poza tym jest niezbyt przyjemny w smaku, więc do seksu oralnego raczej się nie nadaje. 

Co zaś tyczy się akcesoriów erotycznych, istnieją gadżety, które są prawie całkowicie biodegradowalne, np. wibrator Gaia marki Blush Novelties czy dildo do samodzielnego formowania, Dodil. Kwestią wartą rozważenia jest też wybór gadżetu ze względu na „napęd” – w przypadku dild czy masturbatorów używa się swojego ciała, ale już wibratory będą wymagały podjęcia ważnej decyzji: baterie, system hybrydowy (akumulatorki, które można doładowywać), gadżet z kablem czy akumulator litowo-jonowy. Surowiec, z którego gadżet został wykonany, też ma znaczenie, bo najbardziej zero waste i przyjazne środowisku (a przy tym trwałe) będą akcesoria wykonane ze szkła, kamienia, kryształu czy metalu. Najmniej – akcesoria z porowatych materiałów, takich jak guma, żel, TPR – one najszybciej będą nadawały się do wyrzucenia lub do wymiany, poza tym ich używanie jest potencjalnie niebezpieczne dla ciała. Akcesoria z silikonu i twardego plastiku też posłużą długo. Poza tym, jak inne gadżety wykonane z nieporowatych materiałów, można je puścić dalej w obieg, kiedy się znudzą lub z jakiegoś powodu nie sprawdzą.

Pozostając w zgodzie z zasadami zero waste, czyli redukowania liczby posiadanych rzeczy oraz używania jednego przedmiotu na różne sposoby, można też zdecydować się na masażer do ciała typu wand, który sprawdzi się również jako wibrator (albo na odwrót) oraz – wybierając kosmetyki erotyczne – stawiać na warianty kilka w jednym, czyli takie, których można używać zarówno jako żelu poślizgowego, jak i kosmetyku do masażu ciała.

Seks zero waste czy less waste

Na tę chwilę wydaje mi się, że najbliżej seksu zero waste jest po prostu… celibat. Ale alternatywa to nie produkowanie kilogramów śmieci. Wystarczy pójść ze sobą na kompromis i być zero waste w innej sferze życia, a w seksie pozostać less waste, produkując po prostu mniej śmieci i, mówiąc najprościej, wybierając mniejsze zło i takie rozwiązania, które pozwolą generować jak najmniej odpadków. Bo o ile można spokojnie zrezygnować z akcesoriów erotycznych w sypialni, tak chcąc realizować się seksualnie, rozsądnym jest wybieranie metod bezpieczniejszego seksu oraz świadomego rodzicielstwa. Jak już wspomniałam wcześniej – konieczność zaleczenia infekcji lub powołania na świat nowego człowieka zaowocuje znacznie większą kupką śmieci niż zutylizowane opakowanie po kondomach czy pigułkach antykoncepcyjnych.

4 komentarze

Zostaw komentarz
  1. Lilianna

    17 listopada 2018 at 19:48

    Kalendarzyk jest naprawdę fatalną metodą zapobiegania ciąży i zdecydowanie go nie polecam, natomiast są inne naturalne metody zapobiegania ciąży, takie jak NPR, np. metoda Rotzera. Wskaźnik Pearla dla tej metody wynosi 0,1-0,9 w okresie bezpłodności względnej (przed owulacją) i 0 w okresie bezpłodności bezwględnej (po owulacji).
    Ponadto pozwala naprawdę dobrze poznać swoje ciało i zauważyć wiele nieprawidłowości!

  2. Kasia | Ograniczam Się

    11 czerwca 2018 at 21:41

    Ciekawe, że poruszasz ten temat, bo to on chyba najbardziej intryguje zero wastowych wymiataczy. „Gdzie kupić biodegradowalne kondomy”, „Czy są pigułki antykoncepcyjne w szklanym słoiczku” i „Jaki lubrykant nie zanieczyści środowiska”. Po części na nie odpowiadasz, super! Tylko wniosek jest ten sam co – jak dla mnie – przy temacie leczenia. Jeśli chcesz bezpieczeństwa w tym temacie, musisz się zgodzić na trochę plastiku.

    Ja też jestem zdania, że można zawsze zachęcać lokalnych producentów, by szli w podobnym kierunku. Jeśli jest nisza, powinno się ją zapełnić ;) Dzięki!

  3. Aleksander Peverell

    6 czerwca 2018 at 13:10

    Dzięki bogu, że da się ulepić pomnik zero waste na część Proseksualnej!

    • Nx

      6 czerwca 2018 at 16:25

      Obejdę się bez kłopotliwych prezentów, ale dzięki za pamięć.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.