Czego nauczyłam się, sprzedając gadżety erotyczne?

Czego nauczyłam się, sprzedając gadżety erotyczne?

Gadżety erotyczne są w moim życiu nie od dziś. Mało kto jednak wie, że zajmowałam się też ich sprzedażą. Sprawdź, z jakimi sytuacjami miałam do czynienia, będąc po drugiej stronie lady i czego mnie one nauczyły…

wpis powstał we współpracy z Allegro.pl

Zacznę od tego, że nigdy nie pracowałam w „normalnym” sex shopie. Przez ponad dwa lata byłam jednak konsultantką marki produkującej gadżety erotyczne, a jednym z moich zadań były wyjazdy na targi erotyczne i obsługa stoiska. Miałam więc ten ogromny przywilej, że nie musiałam sprzedawać produktów, które budziłyby u mnie jakiekolwiek wątpliwości, np. potencjalnie toksycznych czy po prostu kiepskich. Miałam jednak kontakt z klientami, cele sprzedażowe i poczucie misji.

Była to praca jak żadna inna i do dziś ciepło wspominam wszystkie wyjazdy, a oto pięć rzeczy, których mnie nauczyły:

1. Edukacja seksualna jest potrzebna – na każdym etapie życia.

Dla wielu ludzi kontakt z osobą sprzedającą gadżety erotyczne to wciąż jedna z niewielu okazji, aby naprawdę porozmawiać o seksie, podzielić się swoimi wątpliwościami, zapytać o wiele kwestii. Wiele tych rozmów odbywa się gdzieś obok zabawek erotycznych, bo dotyczą np. zmieniającej się z wiekiem sprawności seksualnej, problemów ze szczytowaniem czy wytryskiem.

Odbyłam więc dziesiątki, jeśli nie setki, rozmów, podczas których nie tylko zachwalałam najnowsze modele wibratorów, ale też wyjaśniałam, czym jest trening masturbacyjny, jak bezpiecznie używać kulek gejszy oraz proponowałam alternatywne dla penetracji sposoby dawania rozkoszy drugiej osobie.

Bezpośredni kontakt pozwolił mi naprawdę zrozumieć, jak wiele osób doświadcza niepewności i lęków związanych nie tylko z seksem, ale też własną seksualnością czy żądzami. Dlatego w pracy z gadżetami erotycznymi bardzo przydaje się nie tylko znajomość produktów, czyli co do czego i w jakiej sytuacji, ale też choćby podstawowa wiedza i… zwykła, ludzka empatia.

2. „Otwieranie” na siłę nie działa.

Sprzedając gadżety erotyczne, miałam do czynienia z wieloma parami, w których jedna strona usilnie chciała namówić drugą na zabawkę. Przeważnie byli to faceci, którzy po prostu wiedzieli, co jest najlepsze dla ich dziewczyn i nie chcieli przyjąć do wiadomości, że one nie chcą, nie potrzebują i nic z oferty im się nie podoba.

Choć sama jestem wielką gadżetów erotycznych używanych solo, jak i w większym gronie, to wiem, że presja i naciski nikogo nie przekonają, aby sięgnąć po wibrator. Czasem do zakupu pierwszej zabawki po prostu trzeba dojrzeć. A czasem po prostu pogodzić się z myślą, że akcesoria erotyczne zwyczajnie nie będą towarzyszyć życiu seksualnemu z tą konkretną osobą.

Równie ciekawe były dla mnie przykłady mansplainingu. Znalazłam się kiedyś w sytuacji, w której mężczyzna tłumaczył swojej partnerce, że wibrator-pocisk to świetny gadżet analny, bo taki mały i nic nie będzie bolało! Nie muszę chyba dodawać, że był to mój moment „well, actually…„? Mam nadzieję, że krótki wykład, który im zaserwowałam, sprawił, że nigdy nie włożą do tyłka gadżetu bez solidnej blokady, która uniemożliwi wchłonięcie zabawki przez odbyt. Naprawdę, nikomu nie życzę wyprawy na pogotowie, bo coś weszło i już nie chce wyjść, nawet mansplainerom. Pamiętajcie więc, by do anusa wkładać wyłącznie akcesoria zaprojektowane do tego celu!

3. Gadżety erotyczne też mogą się znudzić.

Praca w branży seksoerotycznej ma wiele plusów – jednym z nich jest dostęp do najnowszych produktów na rynku. Problem w tym, że po jakimś czasie mija pierwsza fascynacja ogromem narzędzi, którymi można sobie sprawić przyjemność. Wtedy nawet zamontowane na wiertarce dildo wielkości przedramienia wywołuje jedynie wzruszenie ramion.

Niejednokrotnie przyłapałam się na tym, że na targach erotycznych omijam wiele stoisk i nawet nie chce mi się rozmawiać z reprezentantami marek, którzy chcą opowiedzieć mi o kolejnym wibratorze-króliczku, kolejnym pierścieniu na penisa, kolejnym modelu prezerwatyw o aromacie leśnego mchu po wiosennej burzy.

Trochę tęsknię za czasami, kiedy w tej branży ekscytowało mnie dosłownie wszystko. Zawodowe zblazowanie ma jednak swoją zaletę – nauczyło mnie wyłapywać i doceniać naprawdę nowatorskie produkty na rynku.

4. Kamienna twarz to podstawa.

Ze specyficzną branżą wiążą się specyficzne zachowania. Nie mam tu na myśli pytań o zdrowie seksualne, niekończących się monologów o produktach, które się nie sprawdziły czy intymnych zwierzeń.

Przestrzeń targów erotycznych jest tą, w której można zobaczyć takie cuda, jak malowanie portretów penisem*, obserwować ludzi w różnym wieku realizujących swoje fetysze czy kinki, oglądać na żywo pokazy technik seksualnych. I to są rzeczy, których można się spodziewać i jakoś się na nie przygotować.

Jako sprzedawczyni miałam jednak do czynienia z sytuacjami, w których naprawdę trzeba było zachować profesjonalizm i kamienną twarz. Jak wtedy, kiedy klientka po prostu obnażyła pierś, by przetestować wibrator, a potem przeszła nieco niżej (tak, sprej dezynfekujący to obowiązkowe wyposażenie stoiska). Albo kiedy klient wręczył mi jakiś przedmiot, który okazał się pilotem do wibratora znajdującego się w ciele jego partnerki, a ruchy mojej dłoni sprawiły, że zaczęła popiskiwać. Albo wtedy, kiedy na zakupy przyszła cała rodzina – rodzice z około dwudziestoletnią córką i tak fajnie, zdrowo i normalnie rozmawiali o zabawkach i seksie. Wtedy mistrzowsko opanowałam wzruszenie i chęć uściskania ich, ale do dziś dokładnie pamiętam, co kupili.

5. To też jest biznes!

Choć mogę opowiadać godzinami o spotkaniach z interesującymi ludźmi, którym pomogłam ulepszyć ich życie seksualne (lub którzy pokazali mi cycki), edukacji i misji, to w sytuacji handlowej wciąż chodzi przede wszystkim o sprzedaż. A budowanie więzi, profesjonalizm, znajomość produktów i wiedza pomagają domknąć transakcję.

Nie mogę przy tym oprzeć się wrażeniu, że sklepy stacjonarne czy targi pełnią obecnie rolę show roomów, a większość osób i tak kupi gadżety erotyczne tam, gdzie znajdzie je najtaniej lub u ulubionego sprzedawcy. Dlatego tym większa była moja satysfakcja, gdy ktoś zdecydował się nabyć gadżet właśnie u mnie.

Mimo, że ostatni wibrator sprzedałam w 2017 roku, nie miałabym nic przeciwko powrotowi do tego rodzaju pracy. Ona, podobnie jak bycie „panią od seksów”, wielokrotnie dawała mi poczucie wywierania pozytywnego wpływu na życie osób, z którymi się zetknęłam.

Masz podobne doświadczenia z branży dla dorosłych? A może zupełnie inne? Koniecznie podziel się nimi w komentarzu!

* Swoją drogą polecam – to chyba jedyna sytuacja, w której obcy facet patrzy ci w oczy, trzymając w dłoni swój członek, i nie jest to ani trochę krypne!

okładka wpisu: Elena Koycheva via Unsplash