Jak królowa | Dlaczego tak lubię queening?

Jak królowa | Dlaczego tak lubię queening?

Jakie są cztery najpiękniejsze słowa, które może wypowiedzieć osoba, z którą uprawiam seks? „Usiądź mi na twarzy”.

Kiedy byłam młoda i naiwna, myślałam, że wszyscy uprawiają facesitting. Wydawało mi się, że każda para, która próbwała różnych form seksu oralnego, w końcu dochodzi do etapu siadania drugiej osobie na twarzy. Krótka ankieta przeprowadzona wśród znajomych wykazała jednak, że mogę być w błędzie. Okazało się, że znacznie więcej osób próbowało pozycji 69 niż queeningu.

I  choć 69 to pozycja niezwykle widowiskowa (bo uprawiając ją, ma się widok na czyjeś genitalia i anus, poza tym wygląda świetnie w filmach porno), zdecydowanie bardziej wolę facesitting. Dlaczego?

Są takie chwile, że uwielbiam poczucie kontroli w seksie. Fakt, że przez kilka(naście/dziesiąt) minut moja cipka jest czyimś całym światem naprawdę mnie kręci. Tak samo jak to, że w niektórych przypadkach ktoś ufa mi na tyle, by nie tylko oddać mi swoją twarz, ale i powierzyć swój oddech.

Cała przyjemność jest dla mnie. Zazwyczaj mam tendencję do odwzajemniania pieszczot. Kiedy uprawiam facesitting, nie muszę zastanawiać się, jak i czym zrobić dobrze drugiej osobie, bo wiem że już robię jej dobrze. Jasne, mogłabym pobawić się jej genitaliami, ale w większości przypadków jedyne na co sobie pozwalam, to mierzwienie jej włosów.

Podczas queeningu mam też wpływ na tempo i intensywności cunnilingus – ruchami bioder dyktuję przebieg zabawy, dzięki czemu mogę zdecydować, kiedy (i czy) doświadczę orgazmu.

Sprawia mi przyjemność świadomość, że ktoś za moimi plecami (dosłownie) dotyka siebie, widząc i smakując jedynie moje ciało.

Facesitting umożliwia dwa rodzaje stymulacji oralnej – cunnilingus/fellatio i rimming.

Nie tylko usta drugiej osoby, ale cała jej twarz jest jednym wielkim stymulatorem – broda, nos, policzki, wszystkie te wypustki i nierówności mogą zostać cudownie wykorzystane podczas zabawy.

Zdarza się, że praktyka ta kojarzona jest z dominacją i uległością, a więc konsensualną degradacją. Ale – jak z większością rzeczy w seksie – facestitting można uprawiać zarówno totalnie waniliowo, jak i hardkorowo – wszystko zależy od upodobań samych zainteresowanych.

Facesittng – jak zacząć? 

Wielu ludzi, niezależnie od rozmiaru ciała czy poziomu sprawności, obawia się, że podczas queeningu przydusi lub w jakiś inny sposób zrobi krzywdę drugiej osobie. Dla nich mam dobrą wiadomość – jest to mało prawdopodobne. Podczas facesittingu ciężar ciała utrzymywany jest głównie na nogach osoby „dosiadającej”.

Zanim jednak przystąpisz do królewskiej nasiadówki, sprawdź, jak druga osoba zapatruje się na tę aktywność. Jeżeli seks oralny już figuruje w waszym seksualnym menu, facesitting na dobrą sprawę będzie po prostu nową pozycją, w której możecie uprawiać cunnilingus/fellatio. Jednak, jak już wspomniałam wcześniej, niektóre osoby mogą mieć problem z zaakceptowaniem tej pozycji. Warto więc zawczasu ustalić, jaka forma queeningu byłaby dla was najlepsza. Być może na samym początku nie będzie to pełny facesitting, ale np. siedzenie drugiej osobie na klatce piersiowej.

Zaczynając przygodę z queeningiem, spróbuj najpierw „polewitować” nad twarzą drugiej osoby, klęcząc lub kucając. Przekonasz się wówczas, że to ty kontrolujesz położenie swojego ciała. Następnie poeksperymentuj z pozycjami – sprawdź, czy łatwiej jest ci przycupnąć na czyjejś klatce piersiowej i opierać się rękami o biodra tej osoby, czy może klęczeć nad jej twarzą, opierając się dłońmi o ścianę, zagłówek lub materac. Jeżeli anatomia nie pozwala ci na dłuższe przebywanie na klęczkach czy w kucki, a chcesz spróbować queeningu, sięgnij po specjalny stołeczek do seksu (więcej o meblach do seksu przeczytasz tutaj).

Kiedy już usta osoby na dole spotkają się z twoimi genitaliami/anusem, to od ciebie i drugiej osoby zależy, jaki styl zabawy sobie wypracujecie. Co jednak warto zrobić przed rozpoczęciem queeningu, to umówić się na znak, którym partner/ka da ci znać, że chce zaczerpnąć powietrza. Może to być klepnięcie w pośladek, uszczypnięcie, uderzenie piętą o materac konkretną liczbę razy – coś, co zostanie przez ciebie wyłapane nawet w szale uniesień.

Jak podkręcić doznania?

Ogranicz ruchy rąk drugiej osoby. Możesz np. skrępować jej ręce szarfą, przypiąć do ramy łóżka pasami lub po prostu zarządzić, aby miała je tam, gdzie będziesz je widzieć. Niemożność dotykania siebie podczas tak intensywnej zabawy może okazać się bardzo podniecająca.

Jeżeli lubisz penetację waginalną lub analną i kręcą cię klimaty związane z dominacją i uległością, zaopatrz się (a raczej – drugą osobę) w uprząż do dilda zakładaną na twarz lub knebel z dildem.

Uprawiaj facesitting w pozycji przypominającej siad po turecku, unieruchamiając głowę drugiej osoby między twoimi łydkami a genitaliami.

Wprowadź do zabawy elementy kostiumu – uprawiaj facesitting w dłuższej koszuli/spódnicy, która zakryje twarz drugiej osoby. Spróbuj queeningu, mając na sobie majtki (z dziurką lub bez). Zaproponuj drugiej osobie założenie kominiarki, specjalnego kaptura z otworem na usta. Wszystko zależy od waszej fantazji!

Czy doświadczę orgazmu? 

Podczas queeningu, jak podczas każdej aktywności seksualnej, możesz doświadczyć orgazmu, co nie oznacza, że musisz. Orgazm nie jest warunkiem dobrej zabawy. Może się okazać, że facesitting jest dla ciebie zbyt męczący, by szczytować. A może potrzebujesz innego rodzaju stymulacji, by dojść?

Chyba żadna nowa rzecz, którą pojawia się w twoim seksualnym menu, nie gwarantuje orgazmu, który i tak „rodzi się” w mózgu. Dlatego nie nakładaj na siebie orgazmicznej presji, tylko eksperymentuj i po prostu baw się dobrze. Bo powodzenie każdego seksperymentu zależy od nastawienia…

okładka: Ashton Mullins via Unsplash