Samomiłość to moja supermoc | Le Wand Feel My Power | Recenzja

Samomiłość to moja supermoc | Le Wand Feel My Power | Recenzja

Kiedy z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet na rynku pojawił się Le Wand Feel My Power, wiedziałam, że muszę go mieć. Ten masażer od dawna był na mojej liście akcesoriów do wypróbowania, a wzmacniająca, dziewczyńska stylistyka sprawiła, że nie mogłam go sobie odmówić. Cóż poradzę – jestem soloseksualną czarodziejką, która lubi girl-powerowe klimaty i wibratory-różdżki…

Był w moim życiu czas, kiedy byłam święcie przekonana, że masażery typu wand nie muszą być piękne, tylko funkcjonalne. W końcu święty graal różdżek, Hitachi Magic Wand, do najpiękniejszych nie należy, a od lat dostarcza orgazmów z naprawdę wysoką skutecznością.

W pewnym momencie sterylny, kliniczny wygląd gadżetów erotycznych zwyczajnie przestał mi odpowiadać i zaczęłam przywiązywać większą uwagę do oprawy wizualnej zabawek, ale też wartości dodanej. Być może ma to związek z wieloletnią pracą w branży seksualno-erotycznej (i lekkim zblazowaniem w związku z tym), z może z podjętą jakiś czas temu decyzją, by kolekcję gadżetów erotycznych komponować z większą intencjonalnością niż jeszcze kilka lat temu. Does it spark joy? i takie tam…

Opakowanie masażera Le Wand Feel My Power we wzór przedstawiający kobiety w różnych sytuacjach.

Le Wand Feel My Power

Oprawę graficzną masażera Feel My Power zaprojektowała Ashley Lukashevsky, ilustratorka, która swoimi pracami rozwala patriarchat. Historia tego projektu i inspiracje zostały dokładniej opisane na stronie producenta. Trzon ozdobiony jest motywami kwiatowymi i zaciśniętej pięści oraz postaciami kobiecymi o różnych typach urody i budowach ciała. Reprezentacja, y’all! Moje serce skradła dziewczyna radośnie ujeżdżająca wielkiego węża i wymachująca masażerem typu wand. Co za piękna metafora soloseksu!

Gadżetowi towarzyszą brandowane dodatki w tej samej stylistyce – książeczka-przewodnik po samomiłości, naklejki, przypinka, pocztówka. W zestawie jest też bardzo praktyczne etui do przechowywania. Wizualnie jest to naprawdę fascynująca rzecz i w 100% zadowala mnie estetycznie. Osoby projektujące Le Wand Feel My Power pomyślały nawet o takim szczególe, jak umieszczenie symbolu Wenus na jednym z przycisków. Mała rzecz, a wywołała u mnie dziką radość.

Jedyne, do czego chciałabym się przyczepić, to fakt, że każdy element tego zestawu opakowany jest osobno w plastik. Etui w plastiku. Pocztówka, naklejki i książeczka w plastiku, przypinka w plastiku – całkowicie niepotrzebnie. Według mnie wystarczyłoby wszystko umieścić w nieprzemakalnej kosmetyczce na gadżet i byłoby po sprawie.

Panel kontrolny masażera Le Wand Feel My Power w zbliżeniu, z przyciskami z plusem, symbolem Wenus i minusem.

Technikalia

Od samego początku zachwyciło mnie, że Le Wand Feel My Power ma w opakowaniu 3 wtyczki do ładowarki – amerykańską, kontynentalną europejską i brytyjską. Jest to naprawdę sprytne rozwiązanie, które niweluje problem szukania/dokupowania adaptorów. Właśnie – ładowarka! Le Wand to masażer bez kabla, a 3 godziny ładowania gwarantują 3 godziny nieprzerwanej zabawy.

Gadżet wykonano z materiałów całkowicie bezpiecznych dla ciała ludzkiego i bardzo łatwych w czyszczeniu – twardego plastiku (trzon) i silikonu (głowica i szyjka). Dodatkowo wszystkie masażery Le Wand charakteryzują się giętkim elementem między trzonem a częścią wibrującą.

Masażer ma 10 poziomów intensywności wibracji i 20 zaprogramowanych trybów. Wyposażono go też w przydatną funkcję blokowania panelu kontrolnego, aby ją aktywować, wystarczy przytrzymać jednocześnie przyciski + i -.

Masażer Le Wand Feel My Power i towarzyszące mu dodatki: pocztówka, naklejki, przypinka i książeczka o przyjemności.

Zabawka nie jest wodoodporna, tylko odporna na zachlapania. Oznacza to, że może mieć kontakt z wydzielinami ciała, lubrykantem i spokojnie można ją myć, ale nie zanurzać w wannie czy brać z nią prysznic.

W działaniu

Okazuje się, że panel kontrolny tylko z pozoru jest intuicyjny. Byłam święcie przekonana, że przycisk z symbolem Wenus to włącznik – no, ma to sens. Niestety nie – aby włączyć masażer Le Wand, trzeba przytrzymać przycisk z plusem, a tego z Wenus używa się do przeskakiwania pomiędzy poszczególnymi modułami wibracji. Jak już wspomniałam wcześniej, jest ich dużo, bo 20. Ich różnorodność jest fantastyczna, a same tryby są bardzo funkcjonalne, nie zaś abstrakcyjne, np. w rytmie walca wiedeńskiego. Le Wand Feel My Power stylmuluje wibrowaniem, pulsowaniem czy delikatnym stukaniem. Jest to jeden z niewielu przypadków, gdzie nie decyduję się korzystać wyłącznie ze stałych trybów, bo te rytmiczne są tak dobre.

Tryby wibracji naprawdę są nie do przecenienia – ich repertuar jest więcej niż zadowalający i nie obezwładnia wulwy dużymi przeskokami w intensywnościach wibracji. Zauważyłam, że wielu wibratorom typu wand brakuje subtelnych, „przejściowych” modułów wibracj, a tych Le Wand Feel My Power dostarcza. Można więc używać tego masażera zarówno w sytuacji, gdy ma się ochotę na szybki orgazm, jak i na odrobinę erotycznych eksploracji.

Wolałabym jednak, by panel kontrolny umożliwiał powrót do już odwiedzonych modułów wibracji, bez konieczności przeklikiwania się przez wszystkie programy. Kiedy jest ich aż tyle, taka funkcja okazuje się bardzo przydatna – w końcu w (solo)seksie łatwo zgubić wątek i stracić cierpliwość, gdy nieopatrznie przeszło się do mniej lubianego trybu i chce się wrócić do tego, który gwarantuje maksymalną rozkosz.

Muszę dodać, że masażer nie jest supermocny, jak np. Doxy Die Cast czy Lovense Domi, ale wibruje naprawdę porządnie. Brak maksymalnej głębi charakterystycznej dla Hitachi Magic Wand czy Doxy nadrabia intensywnością i prędkością. Dzięki temu moja łechtaczka nie jest zbyt szybko przestymulowana, więc jestem w stanie szczytować wielokrotnie podczas jednej sesji z Feel My Power.

Samomiłość to moja i twoja supermoc!

Maj jest Miesiącem Masturbacji i przyznaję, że w tym roku świętowałam wyjątkowo intensywnie. Odkryłam, że samomiłość to moja supermoc, a seksualna uwaga, którą się obdarzam, wpływa też na moje dobre samopoczucie w innych dziedzinach życia.

Le Wand Feel My Power fantastycznie wpisał się w mój soloseksualny rytuał. Do tego stopnia, że postanowiłam, że jest to gadżet tylko dla mnie, więc nie dzielę się nim z partnerem.

Ten gadżet poleciłabym osobom, które nie potrzebują prawdziwego młota pneumatycznego między nogami i lubią dziewczyńsko-wzmacniającą estetykę. No i chcą poczuć moc płynącą z samomiłości i soloseksu.

Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po prdukty Le Wand? No, choćby dlatego, że producent w marketingu stawia na ciałoinkluzywność – CEO Le Wand jest Alicia Sinclair, ta sama osoba, która stoi za b-Vibe i The Cowgirl. Tę pierwszą markę, specjalizującą się w anusach, niedawno chwaliłam za świetną kampanię Everybody Has a Butt.

Masażer Le Wand Feel My Power dostępny jest w Simply Pleasure