Moje sposoby na masturbację jesienią i zimą

Moje sposoby na masturbację jesienią i zimą

Tegoroczne lato upłynęło mi pod hasłem: „Za gorąco, nie chcę żadnych seksów”. Co tu dużo mówić – jestem jedną z tych osób, którym w upalne dni odczuwalnie spada libido. Za to jesienią i zimą moja seksualność odżywa, zarówno ta realizowana z kimś, jak i solo. 

Aby zrekompensować sobie letnie seksualne rozmemłanie, jesienią szukam sposobów na to, jak masturbować się przyjemniej i ciekawiej. Co więc charakteryzuje moje soloseksualne menu, kiedy za oknem robi się chłodno, a dni są coraz krótsze?

1. Nie zdejmuję skarpetek (a czasem nawet swetra). Jasne, lubię, kiedy jest chłodno, ale nie doświadczę orgazmu, kiedy jest mi zimno, zwłaszcza w stopy i dłonie. Całe szczęście podczas soloseksu nie muszę zastanawiać się, czy druga osoba może jednak wolałaby mnie widzieć nago lub w seksownej bieliźnie, dlatego mogę sobie pozwolić na ciepło i absolutną wygodę.

Zostawiam więc na stopach grube skarpetki i nie przejmuję się obrazą czyichkolwiek uczuć estetycznych. Przytulność ponad wszystko.

2. Termofor na brzuchu. Wciąż pamiętam mój pierwszy w życiu orgazm, który opisałabym jako uczucie rozlewającego się ciepła w okolicach brzucha. Cóż, termofor przydaje mi się nie tylko jako remedium na bóle menstruacyjne pierwszego dnia okresu czy sposób na ogrzanie pościeli przed pójściem spać.

Termofor położony na brzuchu zapewnia mi nie tylko swego rodzaju wewnętrzny komfort, ale też pozwala odtworzyć to, jak odczuwam szczytowanie, zanim jeszcze przystąpię do jakiejkolwiek stymulacji manualnej. Tym samym w pewien sposób hackuję swoje ciało i mózg.

Na dodatek już sam fakt, że znalazłam czas, aby przygotować sobie termofor i z nim poleżeć pozytywnie wpływa na moją psychikę, bo oznacza to, że już nic mnie tego dnia nie goni, więc mogę poświęcić czas wyłącznie samej sobie.

3. Aromaterapia i dużo świeczek. To moje masturbacyjne hygge. W moim domu niemal codziennie palą się świece, a aromat tych zapachowych dobieram do aktualnego nastroju i potrzeb. Jest w tym coś bardzo intymnego i zmysłowego, że dbam o siebie tak, jak zadbałabym o kogoś innego, kogoś, na kim chciałabym wywrzeć dobre wrażenie, zwłaszcza przygotowując przestrzeń pod kolejną seksualną przygodę.

Ostatnio kupiłam też nawilżający powietrze atomizer, który pozwoli mi nie tylko zwalczać suchość powietrza w sezonie grzewczym, ale i tworzyć własne kompozycje zapachowe. Na tę chwilę moje absolutnie ulubione połączenie olejków to kawa i kardamon – jest w nim coś jesiennego, ogrzewającego i niezwykle zmysłowego zarazem (tak też pachną moje ulubione perfumy z Lush, więc chciałam odtworzyć je również w sypialni i nadać im odpowiedni, erotyczny kontekst).

4. Zabawa pod obciążanym kocem. Obciążane koce to self-care’owy hit ostatnich miesięcy. Nie bez powodu – leżenie lub spanie pod nimi działa uspokajająco na system nerwowy, pomaga radzić sobie z bezsennością i redukuje stres. Delikatny nacisk wywierany na ciało ma wiele korzyści zarówno dla zdrowia psychicznego, jak i fizycznego.

Dla mnie zawinięcie się w ten koc to swojego rodzaju objęcie całego ciała. Ponieważ w seksie lubię czuć na sobie ciężar drugiej osoby, obciążany pled pomaga mi odtworzyć ten stan w skupieniu wyłącznie na sobie. Sam koc waży 9 kg, więc ciężar ten nie staje się męczący.

A oto tutorial przedstawiający, jak zrobić obciążany koc samodzielnie.

5. Podgrzewane gadżety erotyczne. Jak już wspominałam w tej recenzji, latem porzuciłam wszystkie emitujące ciepło akcesoria erotyczne – chyba trudno się temu dziwić? Dlatego w tej chwili moje Rosa i Denia Rouge zaliczają wielki powrót do łask, podobnie jak podgrzewane w gorącej wodzie szklane i silikonowe dilda. Zabawa temperaturą jesienią i zimą zdecydowanie różni się od tej latem, kiedy wszystko chciałabym mieć schłodzone.

W hurtowniach erotycznych widziałam też specjalne systemy do podgrzewania gadżetów od Warm. Marka ma w swojej ofercie m.in. podgrzewacz do lubrykantu – genialny w swojej prostocie i nie wykluczam, że wkrótce się na niego skuszę, żeby nie musieć oblewać ciała zimnym żelem poślizgowym.

Zmysłowe rytuały

Powyższe hacki to nic innego, jak przytulne i ciepłe rytuały wokół masturbacji, które wypracowałam sobie, kiedy tylko przyszły jesienne chłody. Właśnie one pozwalają mi stworzyć czas i przestrzeń dla własnej seksualności, poświęcić jej należytą uwagę, zrezygnować z rutyny, która łatwo może wkraść się też do seksu, który uprawiam sama ze sobą.

Cieszę się też, że skończył się we mnie pewien przymus ciągłego przebywania na dworze, bo „szkoda lata” i „witamina D” i mogę bezkarnie zaszyć się w czterech ścianach z aromatyczną kawą, ciepłych skarpetach na stopach i z wibratorem w dłoni.

okładka wpisu: Katy Belcher via Unsplash