• Dlaczego „nie” znaczy „tak”?

    Jest kilka spraw, które w naszym „wychowaniu do życia w…” ktoś koncertowo schrzanił. Na domiar złego, najprawdopodobniej pierwszy grzech popełnili rodzice. A potem, przy dobrze wyrobionym gruncie, już szło z górki. 

    Bardzo często podkreślam, jak ważny w życiu seksualnym jest element zgody, czyli „entuzjastycznego przyzwolenia”, i nie dotyczy to wyłącznie sytuacji, w których chcemy namówić drugą osobę na niecodzienne łóżkowe wygibasy. Świadomie wyrażane przyzwolenie jest warunkiem sine qua non satysfakcjonującego współżycia w każdej spotykanej formie i tylko zgoda pomiędzy zaangażowanymi stronami gwarantuje dobrą zabawę. Słowo „świadomie” jest tutaj bardzo ważne – umizgi względem osoby odurzonej alkoholem, narkotykami czy niewiedzącej, co się z nią dzieje (dzieci, osoby upośledzone, ludzie pozostający w śpiączce, osoby starsze, które w wyniku chorób tracą kontakt z rzeczywistością) są gwałtem. Dlatego wszyscy edukatorzy seksualni głoszą, że należy być szczególnie czujnym na sygnały płynące od drugiej osoby i bezwarunkowo odskakiwać i odpuszczać, kiedy usłyszymy „nie”.

    Tylko dlaczego nauczanie, że „nie” znaczy „nie” w dzisiejszych czasach pokolenia #YOLO to jak rzucanie grochem o ścianę? Co takiego stało się, że przestało działać?

    Bo być może nie działało w ogóle.

    Zacznijmy od prostego pytania: kto nie jest winny odmawiania cielesnej autonomii dziecku? Pytam serio. Nie poznałam bowiem ani jednej osoby (a niektórzy znajomi czy nawet mój partner mają twarde dowody na kasetach VHS), której rodzice nie zmuszali do przytulania czy całowania babć, dziadków, dziwnych cioć i wujków na imprezach rodzinnych. O ile są dzieci, które są bardzo otwarte na świat i innych, i one same będą pchać się zachwyconym krewnym na kolana, to zdarzają się i takie ewenementy, które stronią od kontaktu fizycznego z „obcymi”, bo go nie lubią. Sama byłam takim dzieckiem. I pamiętam przeurocze frazy (wygłaszane karcąco), że komuś będzie przykro, jeżeli nie przywitam się z nim w dany sposób. Nikogo nie obchodziło, że niekoniecznie satysfakcjonujący dla mnie – matka rodzicielka dziób w podkówkę, przyszywana ciotka też, trza było autonomię schować do kieszeni i iść zadowalać wszystkich dookoła.

    Bo jak wygląda poznawanie nowych krewnych? Oczywiście: buzi z dubeltówki i niedźwiadek. Pal licho, że krewny wygląda strasznie i dziwnie pachnie. Próby rządzenia własnym ciałem i witanie się przez podanie ręki nie wchodzą w rachubę, bo niechybnie grożą kwaśną miną członka rodziny. Bo przecież to „niegrzeczne”. Tak mnie wychowywano do życia w… rodzinie.

    Dlatego uważam, że dorośli powinni być w takiej sytuacji mądrzejsi i pytać, czy dziecko ma ochotę dać buzi babci czy uścisnąć wujka oraz… uszanować jego decyzję, kiedy odmówi. Dać mu wolność witania się, dziękowania czy żegnania z innymi w taki sposób, jaki jest dla dziecka wygodny. To tak niewiele, a pozwala zrozumieć, że granice ciała małego człowieka istnieją i będą szanowane. Ot, prosty przekaz, który dalsze bycie w świecie czyni łatwiejszym.

    W przeciwnym razie wygląda to tak: „Mówisz nie, ale mamy cię w dupie. Zawsze znajdą się okoliczności w jakiś sposób usprawiedliwiające to, co się z tobą dzieje”. Czy ktoś jeszcze wątpi, że pojmowania zgody uczymy się już w najmłodszych latach?

    A kiedy dorastamy

    Nie pomaga fakt, że – zwłaszcza gdy mowa o igraszkach w zmiętej pościeli – wielu ludziom pytanie o zgodę wydaje się po prostu dziwne. Jakoś tak nas zabawnie skonstruowano, że potrafimy zwolnić się z odpowiedzialności pytania o zgodę wtedy, kiedy wydaje nam się, że i los, i okoliczności nam sprzyjają. Wdawanie się w niepotrzebne dysputy tylko psuje atmosferę, przedłuża akcję, którą dałoby się ogarnąć rach-ciach.

    A to przecież bardzo proste: zapytać o pozwolenie na pocałunek, a potem na włożenie komuś palca w tyłek. Jedno „tak” pozwala uniknąć wielu niezręcznych sytuacji, a nawet traumy na całe życie.

    Współcześnie uświadamianie, że „tak” znaczy „tak” działa zdecydowanie lepiej niż „nie” znaczy „nie”. Dlaczego? Bo w prosty sposób wyraża entuzjastyczne przyzwolenie zamiast sugerować, że – jak to ma miejsce w przypadku czekania na wyraźne „nie” – wszystko jest w porządku, dopóki druga strona nie zgłasza zażaleń. Niestety, wywodzimy się od tych dzieciaków, których nie nauczono protestować, więc może nie jest w porządku i zainteresowana/zainteresowany nie bawi się dobrze?

    Problem z „nie” jest taki, że „nie” zazwyczaj wybucha w momencie, kiedy dana osoba czuje się zagrożona, sprawy zabrnęły zdecydowanie za daleko, a „nie” za chwilę zostanie poparte kilkoma kopniakami lub użyciem gazu pieprzowego. Tak to już sobie zakodowaliśmy. I o ile każdy ma prawo mówić „nie” kiedy tylko czuje się niekomfortowo, wciąż zbyt wiele osób (nie czarujmy się, głównie kobiet) czeka z tym „nie” do ostatniej chwili, mając nadzieję, że druga osoba „domyśli się”, że coś jest nie tak. A ta druga zazwyczaj jest zachwycona, że skoro ta pierwsza nie protestuje, to wszystko idzie zgodnie z planem, ewentualny brak reakcji pierwszej, tłumacząc wstydem lub skromnością.

    Wiele głupich sytuacji miało miejsce, gdy zabrakło wyraźnego „tak” – ot, ktoś zgodził się na masaż pleców, a stracił dziewictwo. Dlatego pytanie o zgodę powinno być nie tylko postawione precyzyjnie, ale i ponawiane za każdym razem, kiedy chcemy posunąć się dalej – niezależnie czy z dopiero poznaną, czy ze znaną od lat osobą. W przypadku zgody „tak” nie pokrywa siedmiu aktywności za jednym zamachem. To, że dziewczyna zgadza się na seks oralny, nie oznacza, że zgadza się na penetrację. To, że wsadzamy komuś palec w tyłek, nie oznacza, że może się tam za moment znaleźć pachołek amsterdamski. Przykładów nieporozumień jest zbyt wiele, a najgorsze w nich jest to, że bardzo często po fakcie ofiara w jakiś sposób próbuje zracjonalizować to, co się wydarzyło. I tu bez zaskoczenia: zazwyczaj na swoją niekorzyść i w przekonaniu, że wysyłała mylne sygnały.

    Z „nie” jest jeszcze jeden problem: często pojmowane jest (lub, co gorsza, wypowiadane) jako „może, jeżeli bardziej się postarasz”, „może, o ile dłużej popróbujesz”, dlatego traci na znaczeniu i, niestety, na poszanowaniu. Ludowe mądrości typu: „kobieta mówi nie, a myśli tak” niestety, nie biorą się znikąd. Przypomnę tylko, że w bezpośredniej konfrontacji za „przekonywanie” i „próbowanie” zabierze się ten, kto w danym układzie czuje się pewniejszy, silniejszy i… ważniejszy.

    Dlatego powinniśmy wziąć sobie do serca potrzebę re-edukacji w zakresie znaczenia słów „tak” i „nie” oraz zwracania szczególnej uwagi na element zgody. A zresztą, uświadamianie, jak ważna jest rozmowa i poszanowanie dla woli i odrębności drugiego człowieka przyda się nie tylko młodzieży. I dla nas, dorosłych, nie jest jeszcze za późno.

    okładka wpisu

    This article has 21 comments

    1. Anna wrote:

      Świetny artykuł! Wiele osób wciąż nie pojmuje, jak ważną jest obopolna zgoda. Osobiście często bywam w zachodnioeuropejskich swinger klubach i nawet tam można się spotkać z brakiem szacunku do stawianych granic. Pani powiedziała „nie”, no ale jako to? Przecież to klub i mogę dotykać każda, która się nawinie… Na szczęście są to tylko odosobnione przypadki, jednak pokazuje to, ze edukacja jest ogromnie ważna. Ja zawsze stosuje proste pytanie: „Is it ok…?” i po odpowiedzi twierdzącej kontynuuje

    2. […] Zastanówmy się więc, czego obydwoje uczycie swoje dzieci: Twój partner pokazuje, że jest w porządku wprawiać mamusię w zakłopotanie; Ty zaś udowadniasz, że jest w porządku nie mówić „stop”, kiedy ktoś robi naszemu ciału coś, co jest nam w danej sytuacji nie w smak. Uczycie je, że nie znaczy tak. […]

    3. Yennefer wrote:

      Moj chłopak przed moim pierwszym razem,a jego hohoho którym, jak juz prawie się to mialo stac (przytulanie, calowanie prawie nago) zapytał, czy jestem pewna, ze tego chce. I ja wtedy stwierdzilam, ze nie, jednak nie. I ON TO USZANOWAL! mimo tego, ze napalony był strasznie. Więc swój pierwszy raz wspolnie przeżyliśmy jakis tydzień pozniej, ale ja już ze świadomościa, ze moge temu facetowi zaufac, bo jest w stanie zaakceptować moje ‚nie’ w kazdej chwili. (teraz sobie nie wyobrażam ze moglabym nie chciec, ale wtedy bylo to ogromne przezycie ;))

    4. […] ciała. Zawsze znajdzie się jakiś przygłup, który powie, że gdy idzie o relacje seksualne, koncepcja entuzjastycznego przyzwolenia jest co najmniej głupia. Bo jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że nawet przy niskim poziomie […]

    5. […] Najważniejsze w realizowaniu tego typu praktyk jest to, co tyczy się chyba wszystkich aspektów dzielenia życia, kibla i łóżka z drugim człowiekiem: obopólna zgoda, czyli entuzjastyczne przyzwolenie. […]

    6. […] że chłopcom „trzeba dawać”, bo inaczej bolą ich jądra, ani nie informuje o wadze świadomego przyzwolenia na seks. Nie ma w tych programach miejsca na takie zagadnienia, jak metody psychomanipulacji mające na […]

    7. pytanie „chcesz się kochać?” zadane miedzy jedną wstępną zabawą, a drugą było chyba najbardziej rozpalającym, jakie w życiu usłyszałam.

      1. alterka wrote:

        Mi po tym pytaniu podniecenie spadło, choć zapewne niektórzy lubią w łóżku co chwila odpowiadać na oczywiste pytania… Jestem przeciwna skrajnościom w jedną i drugą stronę. Nie apeluję przecież do wszystkich, nawołuję, żeby zamknęli buzie na kłódki podczas seksu, ale jak słyszę nawoływanie, żeby zawsze gada i pytać, to się temu sprzeciwiam. Wiele osób, w tym i kobiet, zwyczajnie tego nie lubi.

        1. Eleyn wrote:

          Ech… czytanie ze zrozumieniem się kłania…

    8. alterka wrote:

      Nat – widzę, że nie zgodzimy się na tle feminizmu, niemniej pozwoliłam sobie wyrazić opinię, chociaż odmienną od Twojej, w możliwie kulturalny sposób. Sama idea Twojego bloga jak najbardziej mnie zaciekawiła, z częścią artykułów się zgadzam, część mi się podoba – ale są opinię wobec których będę krytyczna. Niemożliwe jest, żeby wszyscy się ze sobą zgadzali, świat byłby nudny – a także odwracanie się od każdej osoby, która ma odmienne poglądy sprawiłoby, że rozmawialibyśmy co najwyżej z własnym odbiciem w lustrze :)

      Dlatego, chociaż częściowo się nie dogadamy, dalej będę śledzić Twojego bloga. Pewnie czasem coś skomentuję, raz krytycznie, raz nie – i liczę, że jednak nie będziesz z góry spisywać moich wypowiedzi na zignorowanie, tylko dlatego, że feminizm nas nie łączy. Zapewniam, że miłość i pasja do seksu łączy nas jak najbardziej.

      Juiz – po pierwsze nie mówimy tu chyba o niezrównoważonych seksualnie gwałcicielach, tylko sytuacjach, w których dochodzi do zbliżenia między dwójką normalnych ludzi, on chce czegoś więcej, po niej widać, że też… i nagle się rozmyśla. Cóż, ma prawo, choć mogę sobie wyobrazić jakie to może być dla mężczyzny przykre i niezrozumiałe. No ale ma prawo, każdy ma prawo mieć kontrolę nad swoim ciałem, tak jak to podkreśliłam, nikt mi nie będzie wmawiał jak ma moje seksualne życie wyglądać – więc powinna wyraźnie to zakomunikować.
      Chcesz wiedzieć jak bym się zachowała w takiej sytuacji – byłam w sytuacjach, w których mężczyzna chciał przekroczyć pewne moje granice, a nawet w takich, w których jedno „nie” nie wystarczyło. Jedna z nic – on chciał więcej, ja miałam dość po dwóch, czy trzech razach tego dnia. Spokojne „nie” okazało się niewystarczające, ale nie bałam się nawrzeszczeć na niego i zagrozić, że wywalę jego rzeczy przez okno, z 3 piętra. Poskutkowało. Ponieważ wyraźnie umówiliśmy się na seks i przyjechał do mnie po to – nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby nazywać go „napastnikiem”. Inna sytuacja, tu facet nieświadomie przekroczył pewną drobną granicę, opieprz dostał, ale wybaczyłam mu szybko, bo nie wiedział, że nie chciałam. Byłam młodsza, niedoświadczona, bardziej uległa i słabiej mi szło komunikowanie swoich potrzeb – ale tego uczymy się z czasem na własnych błędach. Traumy bynajmniej nie miałam. Jeszcze jeden przykład, na imprezie, po alkoholu, całowałam się z facetem, którego w życiu bym nie pocałowała na trzeźwo, rano obudziłam się z potężnym kacem – również moralnym. Niemniej na trzeźwo zdecydowałam, że tego dnia będę pić i to dużo, wiedziałam, że mogę zrobić coś głupiego. Co więcej on też pił, obojgu puściły moralne hamulce. Przez myśl mi nie przeszło, żeby go winić.

      Te dwa wyciągnięte z kontekstu zdania nie są sprzeczne. Chcę mieć i mam kontrolę nad własną seksualnością. A także uważam, że kobiety powinny same tą kontrolę przejmować. Dlatego uważam, że jak jej nie przejmą i oddają się jak bezwolna marionetka w ręce faceta, a potem marudzą, że wziął za dużo – to jest ich wina. Owszem, jeśli jest sytuacja, w której kobieta mówi nie, stawia wyraźny opór, a facet i tak robi swoje – wtedy możemy mówić o napaści, czy gwałcie. Wtedy jak najbardziej byłabym za okazaniem wsparcia takiej ofierze przemocy.

    9. alterka wrote:

      Jedyna sytuacja, w której facet spytał się wprost, czy może mnie pocałować, skończyła się tym, że odmówiłam, nie dlatego, że wtedy tego nie chciałam, czy czułabym się źle, gdyby to zrobił, ale właśnie po tym pytaniu poczułam się nieswojo. Wszelkie dalsze sytuacje wynikały spontanicznie, bez słów. Wtedy dreszczyk emocji jest najprzyjemniejszy – kiedy nie wiesz, czy wieczorna randka skończy się niewinnym buziakiem, czy… śniadaniem u niego. Jak usłyszałam to kurtuazyjne pytanie „czy chcesz się ze mną kochać?” tuż przed pierwszym razem, to w głowie miałam tylko „teraz się pytasz? nie widać, że chcę?”. Gadanie zabija klimat, zabija spontaniczność i podniecenie. Dlatego jestem absolutnie i w stu procentach przeciwna feministycznym akcjom, nawołującym do zadawania szeregu niepotrzebnych pytań w łóżku. Nikt mi się będzie wmawiał jak mam się zachowywać i jak ma wyglądać moje seksualne życie.

      O ile masz trochę racji we fragmencie o dzieciach – to znaczy tyle, że buziaki i tulenie przez ciotki i dziadki jest dla dziecka niezbyt przyjemne – to jestem daleka od twierdzenia, że jest to przyczyną jakiejkolwiek traumy i wpływa na nasze decydowanie o samym sobie. To może być co najwyżej niemiłe wspomnienie, które przyczyni się do lepszego traktowania naszego własnego potomstwa. Natomiast mówienie „nie” gdy mamy na myśli „nie” to już nasza własna odpowiedzialność. Kobieta, która dawała niewerbalne sygnały, wpakowała się w seksualną sytuację, po czym nagle jej się odwidziało, ale nic nie powiedziała – jest sama sobie winna.

      1. Nat wrote:

        Po określeniu „feministyczna akcja” przestałam czytać dalej.
        Sorry, nie pasujemy do siebie.

      2. Juiz wrote:

        ” Kobieta, która dawała niewerbalne sygnały, wpakowała się w seksualną sytuację, po czym nagle jej się odwidziało, ale nic nie powiedziała – jest sama sobie winna.”

        Jak czytam takie bzdury, to serio zastanawiam się czemu kobiety robią to kobietom.
        Niewerbalne sygnały mogą być nawet nieświadome, mało tego, niewerbalnym sygnałem może być wszystko to co normalni ludzie uważają za zwyczajowe zachowanie/ubranie a podniecające dla niektórych męskich ego. Nawet zakonnica ubrana po szyję na czarno – tez według ciebie będzie winna temu że jakiś niezrównoważony seksualnie napastnik ją zgwałci? Bo facet może powiedzieć – swoim niewerbalnym zachowaniem zmusiła go do tego.
        Przy okazji zastanawiam się, jakbyś się zachowała w takiej sytuacji na prawdę?
        Większość ofiar zwyczajnie jest sparaliżowana przez strach lub zwyczajnie nie ma możliwości powiedzieć NIE.
        Takie myślenie jak Twoje jest błędne.
        Każdy ma prawo się rozmyślić, tym bardziej, że jak mówisz „Nikt mi się będzie wmawiał jak mam się zachowywać i jak ma wyglądać moje seksualne życie” – bo jeśli się rozmyślisz i nie będziesz chciała aktu seksualnego, to nikt nie ma prawa cię do niego zmusić.

        Jeśli już obejmujesz jakąś strategię, to się jej trzymaj w całości. Nie ma albo-albo.

        Powyższe dwa zdania wyciągnięte z Twojej wypowiedzi są sprzeczne, zastanów się czy chcesz mieć kontrolę nad własną seksualnością czy zwyczajnie ją oddasz w ręce osób oceniających „sama jest sobie winna”.

      3. Eleyn wrote:

        A ja bym miała niesamowity szacunek do faceta, który w takiej sytuacji, wiedząc, że jest to mój pierwszy raz, pyta o moją zgodę. To tylko wskazuje na to, że nie myślał tylko o własnej przyjemności, ale miał też na względzie Ciebie.

    10. […] jeszcze jeden ciekawy wpis od Nat (Proseksualna.pl), w którym pisze między innymi o tym, jak dorośli zawodzą przy uczeniu dzieci, że ich „nie” znaczy &#… . Uczenie idei niekonsensualności zaczyna się bardzo, bardzo […]

    11. costa wrote:

      Rozumiem, że dla niektórych wydaje się to dziwne, dla mnie być może też. Jednak, kiedy sytuacja jest oczywista i ktoś daje Ci jakieś znaki niewerbalne, że coś jest na rzeczy to wszystko jest w porządku. Gorzej jak jest to nieodpowiedni moment i czas.

      Jasne, że nikt podczas seksu, czy pieszczot nie będzie się o to pytał co chwila, ale zakładam, że wtedy istnieje już zażyłość między partnerami i jeśli chodzi o takie drobiazgi, są one oczywiste.

      Jednak są ludzie mniej otwarci nawet na takie małe przyjemności i dla nawet pocałunek to nie jest takie nic. Należy to uszanować, bo jak dla mnie to wcale nie jest nienormalne, szczególnie na początkowym etapie znajomości.

    12. Sylwia wrote:

      O ile kawałek o dzieciach bardzo fajny i tak pomyślałam, że jeżeli kiedykolwiek będę miała dzieci, to zadbam o ich cielesną anatomię, o tyle pytanie o każdy element kontaktu seksualnego mnie nie przekonuje. Może jest tak dlatego, że ja umiem mówić „nie” i ja nie mówię jeżeli coś przekracza moje granice. Natomiast nie wyobrażam sobie sytuacji, w której najpierw pytam (czy też jestem pytana), czy mogę kogoś pocałować, a potem ew. o całą resztę. To dla mnie byłoby strasznie dziwne.

      1. Kokardka wrote:

        Mysle, ze tego motywu z pytaniem o zgode nie nalezy brac, az tak doslownie. Wiadomo, ze nikt w lozku nie bedzie co chwila przerywal i pytal ‚moge cie pocalowac tutaj? a moge sciagnac ci koszulke? a spodnie tez moge ci sciagnac? a moge cie tutaj ugryzc?’. W seksie, jak w zyciu, trzeba po protu byc sensytywnym i wrazliwym na reakcje drugiej osoby. Wiadomo, ze tutaj znow wchodzimy w kwestie niewerbalnych znakow, ktore moga byc zle odczytane, ale chyba tego tez powinnismy sie w zyciu nauczyc. Mysle ze nie trzeba miec wybitnej inteligencji emocjonalnej, zeby sie zorientowac, czy komus sie cos podoba czy nie. Tak czy siak, jesli ludzie nie sa w stanie tego poprawnie odczytac trzeba stanowczo powiedziec nie, i taka umiejetnosc sie bardzo przydaje. Zreszata w tekscie bylo moim zdaniem wystrczajaco wyrazne, ze w kwestii pytania o zgode chodzi jednak o troche wiekszy krok dalej, o taki co do ktorego nie mozemy miec pewnoci czy dana osoba ma na to ochote: pocalunek – petting – seks oralny – waginalny – analny, a nie o kazda mala pierdole. Wiadomo, ze jak juz sie z kims calujemy to nie bedziemy sie pytac ‚czy moge cie calowac dalej?’

    13. Bażant wrote:

      Co do autonomi cielesnej małego dziecka ja mam inna traumę. W 1 czy 2 klasie podstawówki chodziliśmy obowiązkowo na basen w ramach wfu i tam panie nauczycielki przed wejściem na basen kazały nam sie umyć, ale bez kostiumów, nago, po kilka pod jednym prysznicem (oczywiście prysznice otwarte). Juz jako 7-8 letnie dziecko nie czułam sie z tym dobrze, wiec wraz z jedna koleżanka zaprotestowałam, umylam sie, ale w kostiumie kąpielowym (dlaczego mam paradować nago przed wszystkimi?!), równie dokładnie. Tuz przed wejściem na basen zostałyśmy „sprzedane”, ze umylysmy sie w kostiumach i wychowawczyni zaprowadziła nas pod prysznic, kazała sie rozebrać (przy niej) i umyć, bo inaczej nie wejdziemy do basenu. Z ogromnymi oporami, ale zrobiłyśmy to. Czułam wtedy ogromne zażenowanie, tak, juz jako 8-letnie dziecko (nie, nikt nigdy w domu mi nie mowil, ze nagość jest zła itd). Pamietam, ze przez wiele lat szkolnych to była dla mnie ogromna trauma co dowodzi tylko tego ze małe dzieci juz czuja jakas autonomie cielesna.

      1. Żmij wrote:

        Miałam analogiczną sytuację, acz byłam nieco starsza (około 12 lat, o ile się nie mylę) – w sanatorium mieliśmy zabiegi okołobasenowe i jednym z nich były „bicze wodne”, które polegały na tym, że wchodziło się do dziwnej klatki i jakaś kobieta traktowała nas wodą ze szlaucha o sporym napięciu. I o ile chłopcy byli podczas tego zabiegu w kąpielówkach, dziewczynki musiały być nagie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Ale pamiętam, że czułam się z tym niesamowicie źle, a protestować nie było sensu.
        Przeżycie było mocno upokarzające – a już szczególnie biorąc pod uwagę, że cała akcja rozgrywała się w sanatorium dotyczącym odchudzania, więc kompleks na punkcie swojego ciała miałam już spory wtedy.

    14. costa wrote:

      Świetny tekst! Bardzo trafny w mojej sytuacji, bo zawsze byłam przymuszana do całowania wujków, ciotek, babci i dziadka szczególnie na większych imprezach rodzinnych. To były naprawdę większe imprezy na około 20 osób, nie znosiłam tam jeździć i odbywać rytuału „cmok- prawy, lewy i jeszcze raz prawy”. Do dziś niekomfortowo czuję się jeżeli ktoś wymusza ode mnie takie zachowanie.

      Zabawne, właśnie jeżeli chodzi o pocałunek to nikt się nie pyta o zgodę, bo przecież to nic takiego, to TYLKO pocałunek, ale z drugiej strony jednak to AŻ moja przestrzeń intymna. Dlatego też, kiedy ostatnio zostałam pocałowana z zaskoczenia nie poczułam przyjemności, a jedynie zmieszanie, mimo że jakaś chemia między nami zaszła.

      Pozdrawiam i czekam na więcej! ;)

    Dodaj komentarz

    • RSS
    • Newsletter
    • Facebook
    • Twitter
    • Tumblr