Gwiazdkowy poradnik prezentowy | Erotyczne prezenty pod choinkę

Gwiazdkowy poradnik prezentowy | Erotyczne prezenty pod choinkę

W przedświątecznym szaleństwie nie zapomniałam o osobach, które wciąż szukają prezentowych inspiracji, ale po tej bardziej erotycznej stronie.

Poprzedni poradnik prezentowy był selekcją dziewczyńskich, feministycznych i ciałopozytywnych podarunków. Dzisiaj wprowadzam nieco bardziej intymną atmosferę, a wśród propozycji znalazły się zarówno rynkowe nowości, jak i klasyki, na które warto zwrócić uwagę i które z pewnością będą dawać i dawać, jeżeli tylko podaruje się je odpowiedniej osobie…

Dla śledzących ruchy ciał astralnych

Kiedy na tegorocznych targach EroFame zobaczyłam Horoscope, nowy zestaw od Bijoux Indiscrets, od razu pomyślałam, że to idealny produkt dla millenialsów, którzy zwracają się ku astrologii i okadzają dom szałwią. Bo kolekcja Horoscope to 12 pudełek zawierających naszyjnik z naturalnym kamieniem odpowiadającym każdemu znakowi Zodiaku, balsam łechtaczkowy inspirowany żywiołem tegoż znaku i silikonowy wibrator na palec. Jako zodiakalny Byk znalazłam w swoim secie naszyjnik z kwarcem różowym oraz „ziemisty” balsam o zapachu wetiweru.

Ideą marki było wykreowanie erotycznego rytuału – założenie naszyjnika, aromaterapia połączona z przygotowaniem ciała do soloseksualnych eksploracji i finał w postaci orgazmu doświadczonego dzięki miniwibratorowi. Właśnie dlatego jest to według mnie idealny zestaw dla osób przeżywających swoją seksualność w sposób mistyczny. Na dodatek jego zakup nie wiąże się z dużym wydatkiem, bo cena Bijoux Indiscrets to ok. 130-180 zł (w zależności od sklepu).

Dla poszukujących epickich orgazmów

W tym roku dwie lubiane marki produkujące gadżety erotyczne – We-Vibe i Womanizer – połączyły siły. Ich pierwszym wspólnym dzieckiem był Womanizer Liberty (recenzja wkrótce!), ale w kolekcji pojawiły się też intrygujące gadżetowe zestawy, łączące flagowe akcesoria obydwu marek. Jednym z nich jest limitowany Tease + Please zawierający wibrator We-Vibe Match (do stosowania podczas seksu penetracyjnego, ale również do zabaw solo obejmujących obszar G i clitoris) oraz bezdotykowy stymulator łechtaczki Womanizer Starlet (recenzja).

Dla surfujących

Co tu dużo mówić – w moim odczuciu między pierwszym na rynku Stronikiem Eins a obecną kolekcją pulsatorów z linii Slim jest ogromna przepaść, jeżeli chodzi o jakość stymulacji. Na korzyść tych nowszych, oczywiście. Odnoszę wrażenie, że nowe modele są nieco mocniejsze, nieco bardziej posuwiste i znacznie lepiej dostosowane do anatomii rozkoszy.

Swoimi doświadczeniami z używania modelu Stronic G dzieliłam się już na blogu Kinky Winky, a niedawno w moje ręce (i nie tylko) wpadł model Surf o absolutnie fantastycznej strukturze. Właśnie dzięki formie przypominającej fale ten pulsator dociera do takich zakamarków przyjemności, z których istnienia nie zdawałam sobie sprawy, bo dosięga nie tylko obszaru G, ale też trzęsie wewnętrznymi partiami clitoris. Na dodatek można go używać bez trzymanki! Osoba, która lubi stymulację frykcyjną z pewnością ucieszy się z pulsatora.

Dla kogoś, kto lubi POV

Jeżeli ktoś kiedyś zastanawiał się, co „widzi” jego penis podczas jakichkolwiek erotycznych aktywności, cóż… już nie musi się zastanawiać. Bo niemiecka marka MEO wprowadziła Cock Cam – pierwszy na rynku pierścień na penisa z wbudowaną mikrokamerą, która pozwala transmitować zabawy w czasie rzeczywistym lub po prostu rejestrować je na użytek własny.

Według mnie to świetny gadżet dla kogoś, kto kręci własne (eksperymentalne) porno i np. chce przenieść swoje produkcje POV o poziom wyżej lub osób, które chcą nagrać własne igraszki, ale peszyłaby je obecność dużego, profesjonalnego sprzętu.

Dla krewnych i przyjaciół/ek królika

Tym razem nie mam na myśli wibratora-rabbita, a bullet z króliczymi uszkami, który świetnie sprawdza się do zabaw łechtaczkowych, sutkowych, a nawet stymulacji wędzidełka penisa. Mowa o Rabbit Bullet od Je Joue (minirecenzja). Gadżety tej brytyjskiej marki to gotowe zestawy prezentowe – są pięknie zapakowane, są wysokiej jakości, są przystępne cenowo. Na dodatek cała kolekcja bulletów marki gwarantuje głębokie i intensywne wibracje, które w przypadku łechtaczki pozwalają docierać nawet do jej wewnętrznych części.

Dla kochających pingwiny (i flamingi)

Podarowanie drugiej osobie doświadczenia bezdotykowej stymulacji łechtaczki bez konieczności rozbijania banku (nie czarujmy się, Womanizery to wciąż spory wydatek) naprawdę jest możliwe! Na dodatek w uroczej formie, bo łechtaczkowe „ptaszki” od EIS lub Satisfyera (recenzja) nie tylko rozczulą designem, ale też pozwolą zakosztować tej słynnej bezdotykowej stymulacji i – według doniesień osób, które próbowały – równie skutecznie, co oryginał.

Gadżety erotyczne nie zawsze muszą być bardzo serio, a te dwa egzempalrze udowadniają, że humorystyczna forma niekoniecznie okazuje się tandetna.

Dla penisa ciekawego nowych doznań

Naprawdę trudno jest zaprojektować masturbator, który nie jest „latarką z dziurką„, a równie dobrze stymuluje penisa. I tutaj wchodzi marka Fun Factory, cała w odcieniach zieleni, z wibratorem Manta. Jest to gadżet stworzony dla tych osób, które w szczególności lubią pieszczoty główki penisa i wędzidełka, bo właśnie one są stymulowane przez żeberkowaną strukturę. I choć Manta reklamowana jest jako zabawka „dla par”, to nawet lepiej niż we dwójkę można bawić się nią solo, samodzielnie kontrolując intensywność wibracji i nacisku skrzydełek na penisa.

Dla holoseksualnych syrenek

Osobom lubiącym masturbować się tęczą, brokatem i blaskiem z pewnością przypadnie do gustu A Little Bit Of Magic od Lovehoney. To zestaw łączący prosty wibrator do stymulacji waginalnej, mały łechtaczkowy bullet i kulki waginalne – wszystkie z metalicznym efektem ombre. Ten niezwykle przyjemny dla oka set ma zaspokajać potrzeby osób, które chcą czuć się „magicznie as fuck„.

Przypomnę też, że osoby czytające Proseksualną otrzymują dodatkowo 15% zniżki na zakupy w Lovehoney. Aby skorzystać z rabatu, kliknij tutaj.

Dla ceniących piękne (i skuteczne) przedmioty

Gwiazdka to doskonała okazja, aby szarpnąć się na gadżety, które wkrótce zupełnie znikną z rynku. Mam tu na myśli akcesoria marki L’amourose, a w szczególności wibratory Prism VII (recenzja) oraz Denia (recenzja). Swoją estetyką przypominają małe dzieła sztuki, a są przy tym szalenie skuteczne w działaniu. Marka L’amourose zasłynęła gadżetami o niezwykle mocnych, głębokich wibracjach i idealnie dopasowującymi się do anatomii kształtami i dla wielu osób to niepowetowana strata, że praktycznie bez słowa wyjaśnienia po prostu zniknęła z branży. Całe szczęście są jeszcze miejsca, w których można kupić akcesoria L’amourose po cenach znacznie niższych niż wyjściowe.

Dla chcących spróbować nowych pozycji seksualnych

Wiem, wiem, trudno jest zmieścić mebel pod choinką (chyba, że postawić ją na rzeczonym meblu), ale ktoś, kto ma gest i warunki lokalowe, a także chęć, by spróbować nowych, nieznanych do tej pory pozycji, może podarować bliskiej osobie szezlong lub chociaż zestaw poduszek do seksu. Meble do seksu nie tylko pozwalają doposażyć miejsce seksualnej gry, ale dla wielu osób czynią seks wygodniejszym. Na dodatek dzięki takim praktykablom pozycje seksualne niewykonalne do tej pory stają się całkiem możliwe…

Bonus: nie zapominajcie o czasie

Gwiazdka nie musi oznaczać wyłącznie prezentów rzeczowych. Jak wspomniałam już we wstępie do poprzedniego poradnika prezentowego, sama chętnie podarowuję bliskim osobom przeżycia. Często też proszę o podobne prezenty. Będąc w relacji, widzę, że jedną z moich ulubionych i najcenniejszych rzeczy jest spędzanie czasu z partnerem – czy to w formie uczestnictwa w warsztatach, obejrzenia spektaklu (na rocznicę wybraliśmy się na „Hamiltona” na West Endzie), czy krótkiej wycieczki za miasto. Dlatego nie zapominajmy, że możemy bliskiej osobie zaoferować „czas tylko dla nas”, np. organizując romantyczny weekend we dwoje, nieistotne czy w domu, czy w hotelu (chociaż hotelowy seks ma swoje plusy!). W domu możesz zamienić sypialnię w salon masażu erotycznego, a łazienkę w zmysłowe SPA. Jeżeli wolisz zmienić scenerię, propozycje pobytów w atrakcyjnych cenach z pewnością znajdziesz w internecie.

Pamiętaj jednak, że nie zawsze potrzebujesz tych wszystkich gwizdków i dzwonków w postaci akcesoriów erotycznych, kostiumów. Czasem wystarczy po prostu być ze sobą tu i teraz.

okładka wpisu: Buzz Andersen via Unsplash